Kategoria: Chwile zwykłe niezwykłe magiczne

Zimowe spacery nad wodą

Nad Wisłą w Warszawie chwile w słońcu choć w mroźny dzień a zimno potęgował dość mocny wiatr. Jednak kiedy idę z kijkami rozgrzewam się, więc ciepło otula mnie całą od środka. I mimo chodzenia zawsze zwyciężają widoki, zawsze mam ochotę stanąć by czemuś się przyjrzeć czy zachwycić. Wisła ukazała swoje piękno tego dnia, ptactwo siedziało raczej niż latało a i bobry pozostawiły swój ślad w drzewach. Ostatnio wszędzie widzę ich ślady, jakby się rozmnożyły.

Stałam nad wodą medytując, posyłając rzece moc miłości aż do jej źródełka i aż po jej kraniec rozpływający się w morzu. A w mojej głowie były dwa słowa: czysta rzeka, nie mogłam zatrzymać tego, mogłam się poddać pragnieniu Wisły, słonko ogrzewało mi twarz i żadem mroźny wiatr nie był mi straszny. Potem czułam się mocno zmęczona, ledwo doszłam do auta. Myślę że po prostu zrobiłam zabieg energetyczny rzece, a to już jest wymagający proces. Za to mąż, który wiernie towarzyszy mi z kijkami, prowadził auto a ja zrobiłam coś niebywałego. Bo generalnie boję się spać w aucie, zawsze kontroluję drogę i patrzę na widoki za szybą. A tym razem usiadłam i zamknęłam oczy od razu, miałam je zamknięte prawie do samego domu, byłam w swoim siódmym niebie, szczęśliwa, zagłębiona w siebie, bezpieczna… trwałam w tym niezwykłym stanie jak zaczarowana pełna ufności delektując się ciszą w której słuchałam opowieści złożonej z wibracji ciała, w muzyki mego kosmosu.

Narew, pięknie sobie płynie. Po jednej stronie rzeka a po drugiej las i bagienka. Na wale mało spacerowiczów więc była przestrzeń, czysta i ożywcza. To był energiczny czas, tak raźno jak rzeka płynąca obok, na której w słońcu skrzył się w słońcu już topniejący lód, którego ten mały mróz jeszcze trzymał. Zachwycałam się lasem i wodami w nim, słońcem, wiatrem i radosnym krokiem niosącym mnie pośród tej pięknej przyrody. Mijały nas łabędzie raz w trójcy raz w parze… a na koniec gdy wracaliśmy do auta moją uwagę przyciągnął głos ptaszków, zasłuchałam się i zaczęłam szukać śpiewaków. Myślałam że nie ujrzę żadnego ale one jakby czekały i same zaczęły przelatywać z drzewka na drzewko wzdłuż mojej drogi aż usiadły na końcu i czekały cierpliwie aż zrobię zdjęcia. Czułam się szczególnie obdarowana, tym bardziej że to okazały się czeczotki.

A drodze do domu znowu miałam zamknięte oczy, słońce oświetlało mi twarz, byłam tak wolna w swym doznaniu, wyzwolona, bez ograniczeń. Pod powiekami pojawiały się kolory które później zmieniły się we fraktale różnokolorowe a zmieniały się pod wpływem migających drzew, które czułam pod powiekami, ich cień wywoływał nowe wzory, kształty i kolory. Byłam znowu dzieckiem, które niczego się nie boi, jest ciekawe świata, chce odkrywać nowe rzeczy, ma odwagę wyruszać szlakiem swych marzeń, podróżować z wiatrem we włosach, żyć tym co jest całą sobą oraz być w pełnym połączeniu ze swoją boskością oraz Źródłem Miłości, Duchem. Cudowne chwile.

 

Reklamy

Ptaki zimą w zakątku Placu zabaw. Odkrywanie

Przytrafiają się czasem nam rzeczy, które nie zdarzają się codziennie, wzbudzają zachwyt i niebywałe zaskoczenie, czujemy wtedy że stało się coś magicznego. Zjawiają się w życiu, gdy zachodzi właściwy czas i miejsce a my ulegamy podszeptom intuicji i spotykamy na swej drodze cuda, niezwykłe wydarzenia, chwile, spotkania, przebłyski szczególnego stanu oświecenia… takie chwile nie zdarzają się codziennie, pamiętamy je długo gdyż stan szczęścia powstały w danej chwili, zostaje w naszej pamięci, w sercu, jest wpisany w nasze ciało, w każdą jego naszą komórkę, ta magia, cudowne zjawisko czasem niewytłumaczalne. Bywa, że takie cuda są maleńkie, ulotne więc potrzebne jest otwarte serce, by je dostrzec i poczuć całym sobą. Dla mnie takim cudem było spotkanie z ptaszkami, których nie widziałam na oczy. Bo tak pięknie jest OKRYWAĆ coś nowego dla siebie w przyRodzie… to słowo Okrywać jest szczególne dla mnie, gdy spotkałam motyla zjawiskowego, Pazia Żeglarza, nie widziałam że można spotkać takie cudo. I latem tamtego roku śnił mi się motyl, biały z jednym kolorem, pomarańcz czy czerwień a niedawno wpadłam na to, że istnieje taki motyl Niepylak Apollo… Odkrywanie przenosi się do mego wnętrza, gdyż odkrywanie siebie skutkuje odkrywaniem cudów w sobie oraz w świecie mnie otaczającym. I jedno wypływa z drugiego dzięki przepływowi energii myśli, odczuć pomiędzy mną a  naturą, ludźmi, ze światem.

Odkrywanie… odkryć coś zasłoniętego, natrafić na coś niewidzialnego i ujawnić, poznać rzecz dotąd nieznaną, natrafić na coś, o czego istnieniu nie wiedziano, zwrócić uwagę na coś dotąd niezauważonego… zdejmować zasłonę, warstwę, unaoczniać, eksplorować, objawiać, uświadamiać sobie…

 

Mam taki zakątek na placu zabaw, gdzie jest kawałek innego świata, w samym rogu, na zdjęciu na wprost. Tam gdzie widać drzewa, obok jest kanałek a za drzewami jest przejście gdzie jeszcze istnieje malutki podmokły świat, gdzie jest przyroda i życie. Cały plac zabaw jest po lewej stronie. Ten zakątek wydaje się niepozorny ale cieszę się że jest. Za rok być może już nie będę tu mieszkać więc doceniam, to co mam.

Park magiczna, stara wierzba 1846

Drzewa w zakątku to przede wszystkim bardzo stara wierzba, nawet kilka w jednej. Jakoś nie zachęciło mnie by zrobić jej zdjęcie. Rosną drzewa na działce mieszkaniowej, są trzciny i trawy po bagienku a kawałek dalej, kilka kroków za ogrodzeniem jest jeszcze bagienko z trzcinami, drzewkami.

W tym zakątku zawsze słychać świergot ptaszków, latem gdy nie mogłam jechać do lasu czy na łąkę przychodzę tutaj słuchać śpiewu ptaków, pozwalać się słońcu ogrzewać i być sam na sam ze sobą. Właściwie do tej pory tylko słuchałam aż teraz zimą kiedy karmiłam się słonecznym światłem dźwięk ptaków przebudził we mnie ochotę na bliższe spotkania.

dzięcioł 1682

Zaczęło się od dzięcioła. Stałam na korzeniach powalonego drzewa i słuchałam a to kruków a to sikorek latających niedaleko aż usiadł nade mną dzięcioł, który nie stukał wcale. Owszem, nie zauważyłam go a naprowadził mnie na niego nieznany odgłos, coś jak czkanie i jeszcze coś nieokreślonego, myślałam że to człowiek lecz po chwili dojrzałam dzięcioła i obserwowałam go przez chwilę. Byłam zachwycona, że poznałam głos tego ptaszka wszak do tej pory znałam tylko odgłos stukania. Taki mały cud a tyle przyniósł mi radości. Innym razem, pierwszy raz w życiu dane mi było ujrzeć dwa ptaszki, trznadelka ( żółtawy taki) i czeczotkę zwyczajną ( ma czerwony znak na główce a upierzenie jak wróbelek) – tak mi się wydaje że to one, oprócz wróbelków i sikorek.

Trznadel

trznadel ptak 01835

Czeczotka zwyczajna, ten czerwony znak na czole

czeczotka zwyczajna, ptak 802

Tutaj Modraszka zwyczajna- niebieskawa  i sikorka bogatka

sikorki ptaki jedzą 1841

sikorka modraszka zwyczajna 1838
Modraszka zwyczajna, sikorka
sikorka bogatka 1818
Sikorka bogatka

Ptaszki w locie

czeczotka zwyczajna lot ptak 805

sikorka. ptak, lot 843

 

Każdy ma swoją górę i Polska. Refleksje

Kiedy idziemy w góry zawsze jest to mierzenie się że sobą, z ciałem, wysokością, pogodą… idący w wielkie góry himalaiści mierzą się z tym w sposób ekstremalny, przecierają szlak dla innych. Przecież w życiu mamy swoje ekstremalne góry z którymi się mierzymy, są to bardzo trudne wyzwania, pozostają po nich nie raz blizny i siła, którą zdobywamy,siła ducha, przecieramy szlak innym, którzy podążają naszą ścieżką. To są moje odczucia, nie muszą się wszyscy ze mną zgadzać. Lecz dostrzegłam coś jeszcze w tych, co szli na ratunek, Wielkiego Ducha. W narodzie Polskim tkwi wielki duch, potężny i nieodsłoniony jeszcze. Przejawia się w heroicznych czynach, w których w imię wyższych celów potęga Ducha budzi się w człowieku i dzieją się wielkie rzeczy. Chodzi o to, by Duch przebudził się w większości Polaków, by prawda stała się faktem, jawna i czytelna dla wszystkich… i może się budzi, byśmy podnieśli głowy, otworzyli serca i zaświecili światłem, byśmy byli dumni z tego kim jesteśmy. Tak czuję
Byśmy poczuli, że czas na powrót do prawdziwej wolności, przebudzenia się serc, które mają wizję Nowego, a wszystko zaczyna się od naszego wnętrza, tak też skupiam się na tym, że nie zmieniam wszystkiego wokół lecz naprawdę siebie zmieniam. I kocham swój kraj, kocham to miejsce na ziemi, wybrałam je do życia, nie jest mi obojętny los Polski. Kocham ją po swojemu, niezależnie od wszystkiego, co się dzieje wokół, obserwuję i sobie swoje robię.
kosmos, Góry, magi, Rise & Shine with The Northern Lights in Alaska.
foto z sieci
W sercu pielęgnuję wizję pięknego żyznego kraju jakim jest Polska, ludzie uprawiają ziemię z miłością i dbałością a ona rodzi zdrowe plony. Dobra, zdrowa żywność jest dla ludzi z naszej ojczyzny przeznaczona w pierwszej kolejności. Gleba jest bogata i żyzna, mamy swoje zasoby i złoża z których umiejętnie korzystamy. Gospodarka jest na wysokim poziomie. Ludzie mają pracę, doceniają ją i szanują, każdy realizuje swoje potrzeby zachowując etykę z poszanowaniem praw swoich i innych a wzajemne relacje są pozytywne, ludzie są życzliwi i pomocni, naturalni i energiczni . Ludzie mają czas na pracę, rozwój, naukę, zabawę i spełnianie marzeń. Inwestycje na rzecz wynalazków, prac naukowych, modernizacji, tworzenia artystycznych możliwości, współistnienia z naturą, wpływają na rozwój materialny i duchowy kraju i społeczności, co wzmacnia naród i cały kraj. Jesteśmy przez to doceniani poza granicami, stajemy się przykładem dla świata jak żyć w nowym świecie, bo stary odchodzi.  Wszelkie dobra narodowe, w tym w przyRodzie, są zadbane i uszanowane. Na każdym poziomie życia przejawia się szacunek, komunikacja, chęć współpracy, chęć zaopiekowania się sobą, bliskimi oraz ojczyzną. Wszystko, co zaburza harmonię w kraju znika, zostaje tylko chęć budowania pokoju, harmonii, wspólnego dobra, troska i chęć zaopiekowania się rodziną i ojczyzną. Dzięki czemu Polska rozkwita, odbudowuje swoją tożsamość, wzrasta poziom rozwoju duchowego, zrozumienia a prawda objawia się w sposób naturalny, wzmacniając dobry wizerunek miejsca, w którym żyję, Polskę którą kocham.
mapa polski dwa serca

Impresje styczniowe

Chwila gdy odnajduję piękno tam, gdzie się nie spodziewam spotkać tego cudu, jest prawdziwą magią. To prawda, serce czasem woła- chodź, chodź na spacer, pobądź z przyrodą i idę, idę słuchając głosu tego aż doprowadzi mnie do chwili tej, gdzie piękno choć małe zachwyca. Uwieczniam na zdjęciu tocząc w sobie rozmowę z rośliną, kwiatem, owadem, z przyrodą. Wydaje się to takie ulotne gdy odchodzę swoją drogą, dłonie mam wolne gdy chwilę pooddychawszy z nią, posmakowawszy jej, nazachwycawszy się nią- opuszczam ją odchodząc… zostawiam świata skrawek w chwilę zaklęty by żył własnym życiem jak ja. I wydaje się że minęła, że jej nie ma, tej chwili pięknej, że szczęśliwa leci z wiatrem jak piórko na wietrze do kogoś innego, bo jego serce stęsknione woła chwili tak pięknej. Lecz z czasem odkrywam, że nic nie utraciłam bo chwila dotknąwszy mego serca ożywiła kawałek mej duszy. Piękno ożywia to, co było martwe, jeszcze jeden kawałek ogrodu rozkwita ożywiony magią chwili. Chwili, co znika z oczu rozpływając się w wieczności a jednocześnie rozkwita, ożywiając kawałek duszy z którym mogę być w tej wieczności. Ana
foto własne

Ostrzyca, Polska Fudżijam w Krainie Wygasłych Wulkanów

Pogórze kaczawskie Ostrzyca 744

W wygasłym wulkanie nie ma już lawy gorącej, lecz jest pamięć o tej gorącej mocy w zastygłej skale. Może wulkan jest wygasły lecz jesienią zapala się ogeniem barw cudownej Polskiej złotej jesieni.

Ostrzyca

Ostrzyca, miejsce gdzie lubię powracać, mam ciągle niedosyt. Ostrzyca to wygasły wulkan a dokładniej komin wulkaniczny czyli neka, wulkaniczne wzniesienie w kształcie stożka, bardzo charakterystyczny kształt widoczny w całej okolicy wznosi się na 501 m. n.p.m. . Głównym budulcem jest bazanit, skała zbliżona do bazaltu, ma w sobie więcej oliwinu i skorupiaków. Droga była malownicza, już usłana liśćmi a na drzewach jeszcze tyle kolorowych piękności, przeważnie żółtych, złocistych, bursztynowych i zielonych, mniej czerwieni. Droga wiedzie pośród starych lip, drzew liściastych w tym buki, olsza, jesion, mało dębów, klon, żółtym szlakiem w górkę aż w pewnym momencie odbija się w lewo na schody, bazaltowe schody, jest ich ponad czterysta i wiją się pośród drzew porastających wzgórze i kamieni tworzących miejscami gołoborze bazaltowe, co jest unikatowe w Polsce. Gołoborze występuje na odsłoniętych niczym nie porośniętych miejscach oraz pośród drzew, a na szczycie występują Słupy bazaltowe. No i tego roku, już któryś raz z kolei spotykam Kruki, to specyficzny symbol, który dość mocno do mnie przemawia tego roku i jak zwykle są nieuchwytne dla mnie w aparacie. Sam szczyt stożka to ciekawe skałki, urokliwy punkt widokowy na Pogórze Kaczawskie, w dalszej perspektywie widać Karkonosze z najwyższym szczytem Śnieżką oraz Izery. Na szczycie Ostrzycy występują też słupy bazaltowe, bazanit budujący wzniesienie jest spękany tworzy regularne słupy, wzniesienie ma dość strome zbocza. Spotkałam latem na szczycie motyle i stada much, niestety nie było tam pazia królowej, może innym razem. Tym razem pełno latało nakrapianych biedronek 🙂 Jest tam zawsze dużo ludzi, bo miejsce jest znane, w końcu ogłoszone Polską Fudżijamą- Ostrą Górą. W zasięgu wzroku, tak na lewo, jest inna góra wulkaniczna- komin, blisko Złotoryi zwana Wilczą Górą czy Wilkołakiem, Wilczakiem… niestety to tylko część góry, reszta została rozebrana, cześć kruszywa jest w Warszawie użyta min. w Trasie Łazienkowskiej czy metrze. Pozostała mała część góry, jest tam rezerwat i róża bazaltowa, jeszcze jej nie widziałam, niestety nie wiem czy jeszcze istnieje bo firma wydobywająca kruszywo zabrania dostępu. Inną górką-kominem wygasłego wulkanu jest Grodziec, tam stoi zamek i nawet ma się nieźle jego zadbana część, odbywają się tam turnieje rycerskie, ładne miejsce, dawno tam nie byłam, warto odwiedzić. Grodziec jest widoczny z Ostrzycy jak się wespnie człowiek na sam szczyt. Naprawdę piękne widoki można oglądać, zachwycam się małymi wzgórzami, polami czy łąkami wkomponowanymi w całe Pogórze Kaczawskie… a reszta wyższej partii gór- Karkonoszy, niknie w oddali, widać pasma zamglone jak w bajce, mogłam sobie pomarzyć o Krasnalach i wędrujących Czarodziejach. Innym miejscem powulkanicznym są Czartowskie Skały czy Organy Myśliborskie, jest wzniesienie Radogost ( mam skojarzenia z Radagastem z Hobbita) też neka- komin wulkaniczny, tam pragnę się wybrać, bo teraz nie miałam czasu. Kiedyś bardzo ciągnęło mnie do Ślęży i Raduni, teraz przyciągają mnie wygasłe wulkany.

Na Ostrzycy byłam drugi raz, tym razem usiadłam sobie na szczycie, gdzie jest punkt widokowy na skałce, mimo dużej ilości ludzi starałam się wsłuchać w otoczenie, poczuć to miejsce całą sobą. Po jakimś czasie przeszłam z boku na słupy bazaltowe gdy turyści opuścili to miejsce, tam była zupełnie inna energia, poczułam się tak radośniej, może dzięki drzewom z liśćmi jak słońce? Wiał niesamowity wiatr, szumiały liście a ja odurzona powietrzem, słońcem, wędrówką i odczuciami tej góry chłonęłam z każdym oddechem jej magię. Może wulkan jest wygasły lecz jesienią zapala się ogień kolorami cudownej Polskiej złotej jesieni.

Malownicza droga na Ostrzycę zaczyna się od szlaku ze starymi mądrymi lipami a potem inne malownicze drzewa upiększają wędrówkę

A tu już wejście bazaltowymi schodami aż na sam szczyt i gołoborza bazaltowe- bloczki skalne

Na szczycie… mąż stoi na najwyższym punkcie, pod nim miejsce balkonik do oglądania, ja siedzę na przeciwko męża tyłem odwrócona, spoglądam na Pogórze Kaczawskie, pode mną wokół szczytu są dość strome zbocza

Widoki…

Z boku balkoniku jest skałka z bazaltowymi słupami, długo czekałam aż turyści zwolnią to miejsce, zachwyciłam się tym, że odkryłam piękne złociste drzewa, poczułam większy spokój wewnętrzny, dotknęłam głębiej ciszy w sobie i poczułam… W wygasłym wulkanie nie ma już lawy gorącej, lecz jest pamięć o tej gorącej mocy w zastygłej skale. Tak jakbym wchodziła w kontakt z innymi wulkanami na świecie i w sobie samej, to taka wewnętrzna praca nad tym miejscem, rozpoznaniem, poznaniem, opanowaniem tej potężnej energii w ciele i w duszy.

Biały tunel na zdjęciu i kolory, pewnie aparatowe wyskoki lecz… Nie widziałam tego, kiedy patrzyłam w drzewa, wyszło na komputerze dopiero, pewnie odblask światła. Lecz to miejsce mnie przyciągnęło szczególnie, podeszłam, robiłam zdjęcia sobie i już miałam odejść i nie mogłam… zachwyciły mnie liście… zielony rozkwitający kwiat dębinkowych liści z połyskiem a za nim złociste słoneczka klonowe podświetlane pięknie… moja chwila zapomnienia, wejścia od szerokiego spektrum widzenia ku wąskiej ścieżynce… to otworzyło na panoramę wewnętrznego postrzegania siebie same. Tak czuję tę moją chwilę

Z boku bazaltowych słupów, tam gdzie złote drzewa, poniżej nich jest bardzo ciche miejsce pośród niskich dębów i olszy

 

Moje pierwsze spotkanie z Ostrzycą

Chwile na rozmowy z Bogiem, wycieczka rowerowa

Napisałam coś, co zdarzyło mi się usłyszeć w czasie zabiegu… kiedyś uczyłam się mówić Kocham Cię do lustra, teraz usłyszałam łagodniejszą wersję rozmów z lustrem. Bardzo podniosło mi nastrój i najgorsza robota poszła mi lepiej niż przypuszczałam.

tekst pytanie z lustrem, róża pomarańczowa, niebo psd

Na dobry początek zachwyciło mnie niebo nad łąkami małych lotów. Poczułam ulgę na duszy i wzięłam głęboki pełen szczęścia oddech żeby moje opadnięte skrzydła znowu się wzniosły. Mam tak bardzo intensywny czas, bardzo dużo porządków w domu, normalnie czuję się jakbym miała przeprowadzkę choć jeszcze nigdzie się nie wyprowadzam. I wycieczka czy krótki wyjazd to cudny balsam dla ciała i duszy.

Jadąc ścieżką przy Kanale Żerańskim znalazłam ciche wzniesienie nad wodą i chwilę pobyłam z Bogiem w ciszy pełnej wdzięczności. I kiedy już zbierałam się do dalszej drogi słonko wyszło zza chmur ogrzewając mnie całą, rozświetlając wszystko wokół. I dziewanna tak pięknie mi zapozowała i mewy wzniosły skrzydła do lotu.

Piękny zachód słońca spotkał mnie nad łąkami i latające grupki ptaszków

I zaczarowana chmura pełna pomarańczu z okna, przypomina mi smoka.

zachód pomarańcz chmury widok z okna psd

PrzRoda na łąkach i nad Kanałem Żerańskim. Wycieczka rowerowa

Woda zawsze niesie dla mnie ukojenie i wyciszenie. A miałam naprawdę ciężki nastrój od wielu dni, smutek i wszystko inne i było już za długo. Wysiłek fizyczny, samotna jazda rowerem, widoki, kontakt z przyrodą i nastrój poprawił się, już mnie smutek nie pozbawia pogody ducha.
„Serce moje pełne wdzięczności za wszystko i wobec wszystkiego. Sercem patrz i czuj, przypomniało mi. Wszystko, co nie było miłością w przyrodzie w miłość zmienione zostało. Sercem patrz i czuj, w tym wolność jest, w tym życie jest i uzdrowienie. Sercem uśmiecham się z wdzięcznością ♥”

Jedna wycieczka rowerowa a odnalazłam obfitość wrażeń i doznań dzięki przRodzie. Zachwyciły mnie najpierw Chabry na łące, właśnie nie w zbożu ale na łące 🙂

Chaber ma 12 płatków tworzących piękną mandalę….

a w każdym płatku siedem części płatka, też jak mandala wyglądają, jak gwiazda błękitna. Zachwyciło mnie to odkrycie i liczby 12 i 7, taka oto mała radość moja.

Łąki mnie w drodze zachwyciły bogactwem min. dzwoneczków… kocham te piękne kwiatuszki pełne wdzięku. Kiedyś bardzo chciałam tylko robić zdjęcia makro a teraz lubię rozbić zdjęcia z odległości, dzięki nowemu aparatowi. Dzięki temu wychodzą mi całkiem inne zdjęcia i przenoszę to na samo życie. Dobrze jest poczuć dystans do wielu spraw, nauczyć się tego by przybierać rolę obserwatora, szczególnie podczas emocjonujących chwil w życiu. Umieć stanąć z boku, zachować wew spokój i nie dać się wciągnąć emocji lecz umieć zrozumieć siebie i innych ludzi przez taką postawę.

Oczywiście po drodze spotkałam piękną parę, dmuchawiec że tak nazwę tę roślinę i czerwony mak, też pośród traw.

A nad Kanałem Żerańskim ujrzałam obfitość jaśminu na trasie którą jechałam.

Był po obu brzegach, słodki zawrót głowy, nawet za mocny jest ten zapach jak dla mnie.

Znalazłam pomościk nad wodą, pobyłam sobie w ciszy, nawet ujrzałam przepiękną ważkę koloru nocnego nieba, błyszczący granat z odcieniem fioletu czy fuksji- coś zachwycającego, wspaniałego.

I jak pisałam na początku, woda mnie wycisza, ma na mnie pozytywny wpływ, szczególnie woda słodka jak jeziora, rzeki, stawy, potoki… kiedy czytałam że woda jest wszędzie tej wiosny nagle uświadomiłam sobie, że nawet oddycham wodą! Dla mnie było w tym coś niesamowitego, bo przyszło mi że jestem wciąż jak w łonie matki, łonie Matki Ziemi i mój rozwój jest drogą, by w z tego łona się narodzić, wyjść z wody jako nowy człowiek. Nie umiem opisać jaki we mnie to wywołało efekt, ale bardzo głęboko poruszający, jak zwykle w takich stanach „oświeceń”. Wyjść poza wodę to też znaczy wyjść poza dualne programy i zworce, znaczy pozostawić stary świat i otworzyć się na nowy, którego nie znam, czuję tylko, że taki jest mój kierunek, w którym zmierzam nie zapominając, żeby cieszyć się życiem. Bo o to chodzi, żyć z radością wzmacniając swoje światło serca.

A na wodzie oczywiście w dalszej drodze po medytacji zobaczyłam nenufary… coś pięknego.

I kwitną przepiękne dzikie róże, kocham ich zapach.

wycieczka rowerowa
Była mega obfita, była inna , taka jak lubię. Moc obecności kwiatów, ptaszków… uwielbiam kiedy wycieczki nie są podobne do siebie , bo stałość czasem mnie nudzi, pozbawia powera. Dlatego ta sama trasa jeśli zdarzy się na niej coś innego niż zwykle staje się ciekawsza, czuje wtedy powiem przygody, czar odkrytego skarbu, zaskoczenie czymś nieznanym… to mogą być maleńkie rzeczy ale dla mnie są bezcenne, bo nuda znika a pozostaje radość tego co stare które może rodzić coś nowego nieoczekiwanego. Czuje się cudnie naładowana obfitością przyrody i Ducha. Przez smutek do miłości, w przyrodzie wszystko się leczy, bo ona jest jak macierz, serca łono kochające.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Mandala z serafinitem

Mandala z serafinitem

Miałam taki dzień (24.03), kiedy przekwitły róże że bardzo pragnęłam zrobić dla siebie coś pięknego. Brakowało mi czułości anielskiej dlatego sięgnęłam po minerał zwany serafinitem. Jego nazwa jest tak bliska Serafinom, otoczyłam go płatkami róż. Rozmarzyłam się, rozanieliłam układając mandalę, szczególnie gdy dotykałam płatków róż, takie delikatne i aksamitne. Delikatny róż wypływający z bieli wzruszył mnie, poczułam jakby pieścił moje serce, składał w nim swoje pocałunki pełne miłości. Roztańczone serce zielenią, bielą i różem rozkwitło pomysłami, duszy zrobiło się raźniej i myśli pełne kreatywności przemieniłam w  czyn. I powstało kilka innych mandal i poczułam się obficie obdarowana, Jestem Wdzięczna za wszystko ❤

Układanie mandal też jest tworzeniem, zabawą i pracą energetyczną i kocham to robić, kiedy czuję że to ten czas. Bo bywa, że długo nic się nie dzieje, nie mam potrzeby, wtedy robię inne rzeczy artystyczne albo nic nie robię, oprócz tych domowych, życiowych. Ale układanie pomaga mi, kiedy nie mam dobrego nastroju albo kiedy go mam też jest wyśmienicie. Tworząc wzory mandalowe spontanicznie tworzę nowe ścieżki neuronowe albo „odczarowuję” smutek, brzmi to magicznie ale tak się czasem czuję w tym akcie tworzenia. Stwarzam nowe pole możliwości w sobie aby zmienić wewnątrz siebie emocje, myśli. A twórczość bywa pomocna, dzięki niej nabieram dystansu do siebie, wprowadzam nowe możliwości, otwieram na pozytywne wibracje. Można powiedzieć pracuję energetycznie aby zmienić przyszłość czyli „czaruję”. Nie zmieniam nikogo wokół lecz tylko własne nastawienie. A przy okazji zdobywam ciekawą wiedzę, wiedzę serca… otwieram się na potrzeby duszy, otwieram na głos ducha. Czasem zapiszę wiersz, zdanie i czy wiele zdań… taki przekaz dla siebie. I tym się dzielę, tym co sama czuję i przeżywam, własnym doświadczeniem.

Zacytuję słowa które nie wciąż przy mnie są, od ułożenia ostatniej mandali

„Bo Miłość Uzdrawia”… tego się trzymam.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Leśna medytacja

Był taki dzień nim przyszły deszcze, początek października, kiedy już jesień kłaniała się w pas ale wciąż była gorąca a ziemia od słońca ciepła. Wrzosy już znikały lecz jeszcze znaleźć mogłam kwitnące kwiatuszki. Postanowiłam usiąść pośród raju wrzosowego i wyciszyć się oddychając lasem, słuchając szumiących koron drzew, wiało czasem mocno, dobrze że słonko ogrzewało mnie całą. Październik na początku miał piękne dni, wykorzystałam je na rowerowe podróże, miesiąc temu wsiadłam pierwszy raz na rower po załamaniu nogi i ręki, po 4 miesiącach. Wtedy, w tym lesie byłam z Tomkiem, lubimy razem jeździć rowerami. Zostawił mnie pośród wrzosów zasłuchaną w las i siebie. Jednak medytacja była szybka, nagle poczułam że mam otworzyć oczy. Miałam zrobić zdjęcia i ujrzałam pajęczyny złociste we wrzosach. I ujrzałam jedną, zawieszoną między dwoma drzewami, magiczna brama. Ten jeden mieniący się złotem i tęczami pajęczy most, był bardzo elastyczny, wiatr wiał mocno a on pięknie się naciągał i prężył do słońca miesiąc się barwami. Wtedy pomyślałam o relacjach, między dwojgiem ludzi, między umysłem a sercem. Warto dbać o relacje, wprowadzać światło miłości i zrozumienia, że nic nie jest na stałe, że relacje budują dwie osoby lecz to jest bardzo elastyczne i żywe… Żywa Relacja… nad tym się głęboko zamyśliłam…. jedyną trwałą relacją jest ta, ze sobą samym, serce i umysł… reszta relacji w świecie zewnętrznym jest odzwierciedleniem mego wnętrza, relacje piękne, wspierające, budujące oraz te, które wskazują, co jeszcze mam poprawić, na co zwrócić uwagę, uzdrowić. Tamten dzień, tamta chwila dała mi tak wiele, choć trwała tak krótko.
Medytacje pośród wrzosowego kawałka lasu.
Foto własne

ana-las-marki-wrzosy-mdytacja

Zapisz

Ostrzyca- wygasły wulkan, Śląska Fudżijama. Fotorelacja

Kraina Wygasłych Wulkanów to rejon Gór i Pogórza Kaczawskiego w Sudetach. Jednym z wygasłych wulkanów jest Ostrzyca zwana Śląską Fudżijamą, jest też i Grodziec- stoi na nim zamek, piękny zresztą, byłam wiele lat temu ale wtedy nie wiedziałam że ta góra ma tak ciekawą przeszłość. Widziałam wiele razy znaczki o Krainie Wygasłych Wulkanów ale w tym roku zdecydowaliśmy się całą rodzinką odwiedzić Ostrzycę, myślę że to początek zwiedzania, bo gór jest kilka  W tym roku pierwszy raz weszłam na wygasły wulkan, czułam się niesamowicie, zmęczona (są ławeczki dla odpoczynku, więc rodziny z dziećmi śmiało mogą wędrować, wejście może zając 30 min lub więcej  )… i szczęśliwa, szczególnie kiedy przez chwilę siedziałam na szczycie oglądając widoki przepiękne… słuchając bzyczenia much- duuużo ich tam było… przylatywały motyle… siedziałam oddychając z tym miejscem, uwielbiam odkrywać nowe miejsca w mych podróżach choć kocham wracać do znanych mi miejsc… jeja siedziałam na szczycie wulkanu!!! A w drodze objechaliśmy górę dookoła i spotkaliśmy stado kruków, wzbiły się w powietrze gdy mijaliśmy ich drzewa i rozleciały po okolicy.
„Ostrzyca,wulkaniczne wzniesienie w kształcie stożka. Wzniesienie o dość stromych zboczach, z wyraźnie podkreślonym wierzchołkiem, wznosi się samotnie w środkowo-zachodniej części Wysoczyzny Ostrzyckiej, wyraźnie odróżniając się od płaskiego krajobrazu. Wzniesienie o zróżnicowanej budowie geologicznej, zbudowane z wulkanitów mioceńskich stanowiących część rdzenia dawnego wulkanu tarczowego wypełnionego lawą oraz pokrywy lawowej o zasadowej lawie.”…” Ostrzyca jest rezerwatem przyrody z unikalną roślinnością pochodzenia alpejskiego. Już przed wojną Niemcy nazwali ją „Śląską Fudżijamą” i sądzi się, że dla pierwszych mieszkańców tych ziem góra była kultem boga Słońca.”

17.08.2016

Ostrzyca wulkan widok 02789
Ostrzyca, charakterystyczny stożek wulkaniczny

 

Zdjęcia z komórki, wyszły dość ciekawie, bo z pospiechu i zmęczenia robiłam fotki na programie – chyba do panoramy… wyszły niezwykle tajemniczo, welowumiarowo

Ostrzyca Gołoborza- rumowisko skalne bazaltowe
Gołoborza- rumowisko skalne bazaltowe

Zapisz

Zapisz