Kategoria: Natura

Ptaki zimą w zakątku Placu zabaw. Odkrywanie

Przytrafiają się czasem nam rzeczy, które nie zdarzają się codziennie, wzbudzają zachwyt i niebywałe zaskoczenie, czujemy wtedy że stało się coś magicznego. Zjawiają się w życiu, gdy zachodzi właściwy czas i miejsce a my ulegamy podszeptom intuicji i spotykamy na swej drodze cuda, niezwykłe wydarzenia, chwile, spotkania, przebłyski szczególnego stanu oświecenia… takie chwile nie zdarzają się codziennie, pamiętamy je długo gdyż stan szczęścia powstały w danej chwili, zostaje w naszej pamięci, w sercu, jest wpisany w nasze ciało, w każdą jego naszą komórkę, ta magia, cudowne zjawisko czasem niewytłumaczalne. Bywa, że takie cuda są maleńkie, ulotne więc potrzebne jest otwarte serce, by je dostrzec i poczuć całym sobą. Dla mnie takim cudem było spotkanie z ptaszkami, których nie widziałam na oczy. Bo tak pięknie jest OKRYWAĆ coś nowego dla siebie w przyRodzie… to słowo Okrywać jest szczególne dla mnie, gdy spotkałam motyla zjawiskowego, Pazia Żeglarza, nie widziałam że można spotkać takie cudo. I latem tamtego roku śnił mi się motyl, biały z jednym kolorem, pomarańcz czy czerwień a niedawno wpadłam na to, że istnieje taki motyl Niepylak Apollo… Odkrywanie przenosi się do mego wnętrza, gdyż odkrywanie siebie skutkuje odkrywaniem cudów w sobie oraz w świecie mnie otaczającym. I jedno wypływa z drugiego dzięki przepływowi energii myśli, odczuć pomiędzy mną a  naturą, ludźmi, ze światem.

Odkrywanie… odkryć coś zasłoniętego, natrafić na coś niewidzialnego i ujawnić, poznać rzecz dotąd nieznaną, natrafić na coś, o czego istnieniu nie wiedziano, zwrócić uwagę na coś dotąd niezauważonego… zdejmować zasłonę, warstwę, unaoczniać, eksplorować, objawiać, uświadamiać sobie…

 

Mam taki zakątek na placu zabaw, gdzie jest kawałek innego świata, w samym rogu, na zdjęciu na wprost. Tam gdzie widać drzewa, obok jest kanałek a za drzewami jest przejście gdzie jeszcze istnieje malutki podmokły świat, gdzie jest przyroda i życie. Cały plac zabaw jest po lewej stronie. Ten zakątek wydaje się niepozorny ale cieszę się że jest. Za rok być może już nie będę tu mieszkać więc doceniam, to co mam.

Park magiczna, stara wierzba 1846

Drzewa w zakątku to przede wszystkim bardzo stara wierzba, nawet kilka w jednej. Jakoś nie zachęciło mnie by zrobić jej zdjęcie. Rosną drzewa na działce mieszkaniowej, są trzciny i trawy po bagienku a kawałek dalej, kilka kroków za ogrodzeniem jest jeszcze bagienko z trzcinami, drzewkami.

W tym zakątku zawsze słychać świergot ptaszków, latem gdy nie mogłam jechać do lasu czy na łąkę przychodzę tutaj słuchać śpiewu ptaków, pozwalać się słońcu ogrzewać i być sam na sam ze sobą. Właściwie do tej pory tylko słuchałam aż teraz zimą kiedy karmiłam się słonecznym światłem dźwięk ptaków przebudził we mnie ochotę na bliższe spotkania.

dzięcioł 1682

Zaczęło się od dzięcioła. Stałam na korzeniach powalonego drzewa i słuchałam a to kruków a to sikorek latających niedaleko aż usiadł nade mną dzięcioł, który nie stukał wcale. Owszem, nie zauważyłam go a naprowadził mnie na niego nieznany odgłos, coś jak czkanie i jeszcze coś nieokreślonego, myślałam że to człowiek lecz po chwili dojrzałam dzięcioła i obserwowałam go przez chwilę. Byłam zachwycona, że poznałam głos tego ptaszka wszak do tej pory znałam tylko odgłos stukania. Taki mały cud a tyle przyniósł mi radości. Innym razem, pierwszy raz w życiu dane mi było ujrzeć dwa ptaszki, trznadelka ( żółtawy taki) i czeczotkę zwyczajną ( ma czerwony znak na główce a upierzenie jak wróbelek) – tak mi się wydaje że to one, oprócz wróbelków i sikorek.

Trznadel

trznadel ptak 01835

Czeczotka zwyczajna, ten czerwony znak na czole

czeczotka zwyczajna, ptak 802

Tutaj Modraszka zwyczajna- niebieskawa  i sikorka bogatka

sikorki ptaki jedzą 1841

sikorka modraszka zwyczajna 1838
Modraszka zwyczajna, sikorka
sikorka bogatka 1818
Sikorka bogatka

Ptaszki w locie

czeczotka zwyczajna lot ptak 805

sikorka. ptak, lot 843

 

Reklamy

Impresje styczniowe

Chwila gdy odnajduję piękno tam, gdzie się nie spodziewam spotkać tego cudu, jest prawdziwą magią. To prawda, serce czasem woła- chodź, chodź na spacer, pobądź z przyrodą i idę, idę słuchając głosu tego aż doprowadzi mnie do chwili tej, gdzie piękno choć małe zachwyca. Uwieczniam na zdjęciu tocząc w sobie rozmowę z rośliną, kwiatem, owadem, z przyrodą. Wydaje się to takie ulotne gdy odchodzę swoją drogą, dłonie mam wolne gdy chwilę pooddychawszy z nią, posmakowawszy jej, nazachwycawszy się nią- opuszczam ją odchodząc… zostawiam świata skrawek w chwilę zaklęty by żył własnym życiem jak ja. I wydaje się że minęła, że jej nie ma, tej chwili pięknej, że szczęśliwa leci z wiatrem jak piórko na wietrze do kogoś innego, bo jego serce stęsknione woła chwili tak pięknej. Lecz z czasem odkrywam, że nic nie utraciłam bo chwila dotknąwszy mego serca ożywiła kawałek mej duszy. Piękno ożywia to, co było martwe, jeszcze jeden kawałek ogrodu rozkwita ożywiony magią chwili. Chwili, co znika z oczu rozpływając się w wieczności a jednocześnie rozkwita, ożywiając kawałek duszy z którym mogę być w tej wieczności. Ana
foto własne

Ostrzyca, Polska Fudżijam w Krainie Wygasłych Wulkanów

Pogórze kaczawskie Ostrzyca 744

W wygasłym wulkanie nie ma już lawy gorącej, lecz jest pamięć o tej gorącej mocy w zastygłej skale. Może wulkan jest wygasły lecz jesienią zapala się ogeniem barw cudownej Polskiej złotej jesieni.

Ostrzyca

Ostrzyca, miejsce gdzie lubię powracać, mam ciągle niedosyt. Ostrzyca to wygasły wulkan a dokładniej komin wulkaniczny czyli neka, wulkaniczne wzniesienie w kształcie stożka, bardzo charakterystyczny kształt widoczny w całej okolicy wznosi się na 501 m. n.p.m. . Głównym budulcem jest bazanit, skała zbliżona do bazaltu, ma w sobie więcej oliwinu i skorupiaków. Droga była malownicza, już usłana liśćmi a na drzewach jeszcze tyle kolorowych piękności, przeważnie żółtych, złocistych, bursztynowych i zielonych, mniej czerwieni. Droga wiedzie pośród starych lip, drzew liściastych w tym buki, olsza, jesion, mało dębów, klon, żółtym szlakiem w górkę aż w pewnym momencie odbija się w lewo na schody, bazaltowe schody, jest ich ponad czterysta i wiją się pośród drzew porastających wzgórze i kamieni tworzących miejscami gołoborze bazaltowe, co jest unikatowe w Polsce. Gołoborze występuje na odsłoniętych niczym nie porośniętych miejscach oraz pośród drzew, a na szczycie występują Słupy bazaltowe. No i tego roku, już któryś raz z kolei spotykam Kruki, to specyficzny symbol, który dość mocno do mnie przemawia tego roku i jak zwykle są nieuchwytne dla mnie w aparacie. Sam szczyt stożka to ciekawe skałki, urokliwy punkt widokowy na Pogórze Kaczawskie, w dalszej perspektywie widać Karkonosze z najwyższym szczytem Śnieżką oraz Izery. Na szczycie Ostrzycy występują też słupy bazaltowe, bazanit budujący wzniesienie jest spękany tworzy regularne słupy, wzniesienie ma dość strome zbocza. Spotkałam latem na szczycie motyle i stada much, niestety nie było tam pazia królowej, może innym razem. Tym razem pełno latało nakrapianych biedronek 🙂 Jest tam zawsze dużo ludzi, bo miejsce jest znane, w końcu ogłoszone Polską Fudżijamą- Ostrą Górą. W zasięgu wzroku, tak na lewo, jest inna góra wulkaniczna- komin, blisko Złotoryi zwana Wilczą Górą czy Wilkołakiem, Wilczakiem… niestety to tylko część góry, reszta została rozebrana, cześć kruszywa jest w Warszawie użyta min. w Trasie Łazienkowskiej czy metrze. Pozostała mała część góry, jest tam rezerwat i róża bazaltowa, jeszcze jej nie widziałam, niestety nie wiem czy jeszcze istnieje bo firma wydobywająca kruszywo zabrania dostępu. Inną górką-kominem wygasłego wulkanu jest Grodziec, tam stoi zamek i nawet ma się nieźle jego zadbana część, odbywają się tam turnieje rycerskie, ładne miejsce, dawno tam nie byłam, warto odwiedzić. Grodziec jest widoczny z Ostrzycy jak się wespnie człowiek na sam szczyt. Naprawdę piękne widoki można oglądać, zachwycam się małymi wzgórzami, polami czy łąkami wkomponowanymi w całe Pogórze Kaczawskie… a reszta wyższej partii gór- Karkonoszy, niknie w oddali, widać pasma zamglone jak w bajce, mogłam sobie pomarzyć o Krasnalach i wędrujących Czarodziejach. Innym miejscem powulkanicznym są Czartowskie Skały czy Organy Myśliborskie, jest wzniesienie Radogost ( mam skojarzenia z Radagastem z Hobbita) też neka- komin wulkaniczny, tam pragnę się wybrać, bo teraz nie miałam czasu. Kiedyś bardzo ciągnęło mnie do Ślęży i Raduni, teraz przyciągają mnie wygasłe wulkany.

Na Ostrzycy byłam drugi raz, tym razem usiadłam sobie na szczycie, gdzie jest punkt widokowy na skałce, mimo dużej ilości ludzi starałam się wsłuchać w otoczenie, poczuć to miejsce całą sobą. Po jakimś czasie przeszłam z boku na słupy bazaltowe gdy turyści opuścili to miejsce, tam była zupełnie inna energia, poczułam się tak radośniej, może dzięki drzewom z liśćmi jak słońce? Wiał niesamowity wiatr, szumiały liście a ja odurzona powietrzem, słońcem, wędrówką i odczuciami tej góry chłonęłam z każdym oddechem jej magię. Może wulkan jest wygasły lecz jesienią zapala się ogień kolorami cudownej Polskiej złotej jesieni.

Malownicza droga na Ostrzycę zaczyna się od szlaku ze starymi mądrymi lipami a potem inne malownicze drzewa upiększają wędrówkę

A tu już wejście bazaltowymi schodami aż na sam szczyt i gołoborza bazaltowe- bloczki skalne

Na szczycie… mąż stoi na najwyższym punkcie, pod nim miejsce balkonik do oglądania, ja siedzę na przeciwko męża tyłem odwrócona, spoglądam na Pogórze Kaczawskie, pode mną wokół szczytu są dość strome zbocza

Widoki…

Z boku balkoniku jest skałka z bazaltowymi słupami, długo czekałam aż turyści zwolnią to miejsce, zachwyciłam się tym, że odkryłam piękne złociste drzewa, poczułam większy spokój wewnętrzny, dotknęłam głębiej ciszy w sobie i poczułam… W wygasłym wulkanie nie ma już lawy gorącej, lecz jest pamięć o tej gorącej mocy w zastygłej skale. Tak jakbym wchodziła w kontakt z innymi wulkanami na świecie i w sobie samej, to taka wewnętrzna praca nad tym miejscem, rozpoznaniem, poznaniem, opanowaniem tej potężnej energii w ciele i w duszy.

Biały tunel na zdjęciu i kolory, pewnie aparatowe wyskoki lecz… Nie widziałam tego, kiedy patrzyłam w drzewa, wyszło na komputerze dopiero, pewnie odblask światła. Lecz to miejsce mnie przyciągnęło szczególnie, podeszłam, robiłam zdjęcia sobie i już miałam odejść i nie mogłam… zachwyciły mnie liście… zielony rozkwitający kwiat dębinkowych liści z połyskiem a za nim złociste słoneczka klonowe podświetlane pięknie… moja chwila zapomnienia, wejścia od szerokiego spektrum widzenia ku wąskiej ścieżynce… to otworzyło na panoramę wewnętrznego postrzegania siebie same. Tak czuję tę moją chwilę

Z boku bazaltowych słupów, tam gdzie złote drzewa, poniżej nich jest bardzo ciche miejsce pośród niskich dębów i olszy

 

Moje pierwsze spotkanie z Ostrzycą

Jesień… na Białołęce na bagnach

Zmienia się pogoda i słonko zaczyna się częściej wychylać zza deszczowych chmur, robi się cieplej. Z wiatrem zawsze zmienia się pogoda a dziś wiało, czułam to kiedy znalazłam się na łąkach gdzie latają samolociki, takie sterowane a czasem przeleci wyżej na niebie helikopter czy awionetka. Dziś latały te większe ludzkie ptaki nieba, bo wiał mocny wiatr, z każdą chwilą coraz większy. Jadąc boczną uliczką ujrzałam pięknego ptaka, taki znak pomyślałam. Musiał być duży czyli jastrząb czy orzeł , bo nim aparat miałam w ręku był już wysoko a i tak dobrze widoczny. Jakoś tak fajnie zrobiło mi się na duszy, myśli się wyciszały, nerwy koiły tym co mnie otaczało. Kiedy szłam sobie lasem już naspadało liści i szeleściły pod moimi stopami a liście w koronach drzew szumiały niezwykle mocno pod wpływem podmuchów wiatru a ja wyciszałam się tymi odgłosami, były głośniejsze od moich myśli 🙂. Przyglądałam się sobie myśląc jak natura oddaje stan wewnętrzny człowieka i jak to mi pomaga ogarnąć swoje wnętrze. Doceniam chwile spędzone w tym miejscu, bo za kilka lat czy kilkanaście, wszystko może wyglądać inaczej, miasto wciąż się rozrasta pochłaniając wolne przestrzenie. Dziś stałam patrząc za ptakiem a potem odwróciłam głowę patrząc na domy i łąki dostrzegłam wysokie wieżowce z centrum miasta Warszawy. jeszcze daleko ale już tak blisko, więc ciesze się każdą chwilą tutaj pośród przyRody.

Jesienne impresje

Impresje w pogodny dzień w lesie

Kiedy pewnego dnia o poranku zdecydowałam się pojechać rowerem do tego lasu poczułam się prawdziwie szczęśliwa, bo słońce wreszcie zaświeciło tak pięknie po długim okresie deszczów. Spacerowałam rozmawiając z Bogiem, wchodząc do lasu zawsze proszę Duchy przyRody o zgodę na moją obecność i zawsze dziękuję za ten dar korzystania z jej darów.  W tej ciszy mogłam rozmawiać sobie z Bogiem, odczuwać jego bliskość w moim sercu i otoczeniu. Kiedy przebywam na łonie natury  zawsze czuję jej kojący dotyk w sercu. Wtedy przyciągały mnie grzybki, roślinki, blask w kroplach traw czy żywy blask barw w słońcu liści… wszytko ożyło i poczułam się jak w bajce, przeniesienie w inny wymiar własnych myśli pozwoliło mi wyjść poza granice wyobraźni… pomarzyć każdy morze, każdy może pozwolić sobie na przepływ uczuć, na zachwyt, na uwolnienie myśli, na odprężenie czyli medytację w ruchu… wystarczy iść spokojnie, oddychać naturalnie i obserwować otoczenie zachwycając się tym, co przyciągnie nasz wzrok… wtedy mogą napłynąć różne odczucia, emocje, myśli które w otoczeniu żywej przyRody o wiele łatwiej jest poczuć, uwolnić, cieszyć się prostymi przyjemnościami…

Oto boskie chwile w której uzdrawiam swoją duszę, inspiruję się pięknem, życiem będąc sam na sam ze sobą. Kocham tę samotność i ciszę w której mogę usłyszeć szept Boga w swoim sercu, szept drzewa, kwiatu, roślinki… wszystko do mnie przemawia, śle swoje przesłania które odczytuję sercem. To moja magia

 

 

W deszczu… mały spacer wokół bloku, gdy nie mam czasu jechać do lasu. Doceniam to co mam wokół siebie, cieszę się małymi rzeczami. Krople wody ozdabiając kwiaty, roślinki wyglądają jak klejnoty pełne blasku i życia.

W pochmurny dzień wrzosowy las

Długo padały deszcze i tak tęskniłam za lasem, jego zapachem, za naturą. Wyjechałam w przerwie gdy przestało padać. Odnalazłam wrzosową polanę całą mokrą od deszczu. Przywitała mnie mała żabka, było mi tak miło z tego tytułu, mam do nich słabość, bo kiedyś miałam taką ksywkę Żabka. Uwielbiam połączenie fioletu i żywej zieleni, wywołuje w sercu mocne poruszenie, zachwyt który podnosi moje wibracje. Przytulając się do brzozy zrobił się szum od deszczu spadającego przez liście wprost na mnie. I nie było odwrotu ani osłony, wracałam do domu rowerem ciesząc się deszczem, cała zmoknięta a nawet pochlapana błotem, znowu poczułam się jak małe brudne szczęśliwe dziecko. Wzdycham na to wspomnienie i od razu mi lepiej.

Chorwacja cz.3, Jeziora Plitwickie

Zacznę od praktycznych podpowiedzi. Przed wycieczką patrzyliśmy na pogodę, mąż znalazł taką która w miarę dobrze podpowiada, gdzie są wskaźniki ale nie pamiętam nazwy. Czemu tak? Bo w tamtym rejonie pogoda bywa całkiem inna niż nad brzegiem morza, często temperatura opada i bywa niska, zdarzają się burze, szybkie zmiany pogody. Dobrze jest więc mieć coś cieplejszego i przeciwdeszczowego w plecaku i koniecznie wygodne obuwie, bo to nie deptak a górska wycieczka momentami.

Jest kilka ścieżek zwiedzania, my wybraliśmy sześciogodzinną, jest ośmiogodzinna najdłuższa ale nie mieliśmy na nią czasu. Przyjechaliśmy po deszczu specjalnie, temperatura wzrosła wtedy do 20 stopni, było gdzieś przed 14stą, więc czas był cenny. Wybraliśmy tę trasę ze względu na to, że przebiega od góry ku dołowi a nie odwrotnie. Nie byliśmy na ogólnym parkingu, tylko osiemset metrów wyżej, koło jakiegoś hotelu w lesie. Nie pamiętam dokładnie. Doszliśmy do miejsca gdzie kupiliśmy bilety i specjalny autobusik zawiózł nas wysoko, krętymi drogami na miejsce startu zwiedzania. Szlaki są oznaczone więc łatwo jest się zorientować w którym kierunku iść. Na ścieżkach czyi kładkach i dróżkach jest ogrom ludzi a ścieżki nie za szerokie, trzeba iść ostrożnie. Mnie ten ogrom ludzi idących w dwóch kierunkach na początku przeszkadzał, żadnej ciszy i spokoju, żeby znaleźć ciszę trzeba by odejść gdzieś w bok a nie zawsze było to możliwe tudzież dozwolone. Mnie gonił czas więc medytację miałam w ruchu. PO skończeniu wycieczki był w innym miejscu punkt skąd też odjeżdżały autobusiki, ostatni jest o 20.30 więc musieliśmy się spinać z tym zwiedzaniem żeby zdążyć i dojechać do miejsca, gdzie kupiliśmy bilety. I powrót do auta, ostanie osiemset metrów pod górę był dystansem, który bardzo powoli szłam, bardzo powoli.

 

Droga nad Jeziora i zachwyciły mnie chmury, które góry zatrzymywały. Widok jak z bajki.

widok na góry chmury, droga do plitwic , Ch 8813

Wycieczka biegła szlakiem, zaczyna się kładkami z drewna. Pomagają przechodzić nad jeziorkami, wiodą nad rzeczkami płynącymi przez las do następnego wodospadu, byłam nasycona szumem rzeczki i wodospadów. Kiedy indziej szlak wiódł przez drogi leśne w bajecznym lesie pośród drzew.

autobusik Plitwice 09205

Ścieżki

Na początku zachwycił mnie las, w którym głównie rosły przepiękne buki. Byłam zachwycona, szczęśliwa. Pomyślałam że ten rejon To Eden dla Elfów, Kraina buków i ogrodów wodnych. Jeśli jeszcze kiedyś tam pojadę to bym marzyła o jesieni i żebym miała ciut więcej czasu na chwilę medytacji.

Małe zbliżenia na świat roślinek

Małe zbliżenia na ryby i raka 🙂

Jaskinia, która jest przejściem w górę lub w dół, bardzo stromym zresztą. Zbliżenie i z widok z oddali.

Widoki

 

Leśna rzeczka z która płynie z góry tworząc zachwycające wodospady i jeziora.

Wodospady, jak jechałam nad Jeziora Plitwickie jakoś nie wiedziałam, ze będzie tam tyle wodospadów, no moim marzeniem było zobaczenie turkusowych Jezior więc byłam mile zaskoczona wszechobecnymi wodospadami.

Chorwacja I , Chorwacja II

 

 

 

 

 

 

 

 

Adriatyk i sny o oceanie. Zwiedzaczek Chorwacja cz. 1

Moje pierwsze odczucia ze spotkania z Adriatykiem, ciepłe morza znałam z tv i ze snów.

I miałam jedno fascynujące odkrycie, nie wiedziałam że na płyciznach morze jest jasno turkusowe a dalej ciemnieje, nie miałam tej świadomości. Czemu o tym piszę? Bo będąc w ciąży z trzecim synkiem miałam piękny sen o nauce pływania. Wchodziłam do morza po obłych schodach, takie piękne zaokrąglone tarasowe schody, to mnie uspokajało ponieważ bałam się głębi. Czemu? Nie umiałam pływać. A ten sen mnie prowadził wierze, że umiem to zrobić i zaufaniu w prowadzenie. I weszłam i popłynęłam aż na sam środek wielkiego oceanu gdzie była ciemna plama granatu, gdzie była największa głębia. Towarzyszyła mi chmurka płynąca po moim niebie. Jak to możliwe dziwiłam się? I potem słuchając szeptu serca położyłam się na plecy i tak zapadłam w bezruch. A potem następne wyzwanie było, okazało się że ten wielki nieskończony ocean jest skończony, że widzę jak za moją głową pojawiają się brzegi skał, tworząc zwężenie, przesmyk prowadzący do jeszcze większego oceanu ale bałam się tam wypłynąć. Wkrótce potem będąc w ciąży nauczyłam się pływać i nauczyłam się leżeć na plecach na wodzie w bezruchu.

Będąc w Chorwacji tego lata powróciłam do tych snów, do tej barwy wody, do tego jak mi to wszystko prawdziwie zostało pokazane, szczególnie te turkusy przy brzegu. Pomyślałam, że przesłanie tego snu wciąż się kreuje, ma wiele znaczeń, które na nowo przemówiły dotykając mego serca. To są sny wielowymiarowe, powracają jak bumerang żebym im się przyjrzała na nowo. W ten sposób dokonując rozpoznań poszerzam swoją świadomość. A oprócz przyjemnych chwil cały czas pojawiały się trudne momenty, wciąż coś odkrywałam o sobie, dotykałam własnych słabości i ograniczeń i starałam się im przyglądać żeby rozpoznać, co mam do uzdrowienia. I pomimo wszystko odnajdywać w sobie światło, poczucie że jestem godna miłości Boga i tej najważniejszej, tej własnej miłości do siebie. I wciąż jestem z tym konfrontowana aż stanę się czystą miłością, spokojem, wiarą, ufnością, harmonią, zdrowiem i szczęściem, światłem.  I jeszcze jedno, na pewno świadomość dziecka mnie dotykała i przez sny prowadziła ku rozwojowi, tak było też w przypadku dwóch synków, oni przemawiali do mnie przez sny. Razem przemierzaliśmy Krainę Snów, dotykaliśmy oceanów podświadomości. Wspierali mnie, ich świadomości przenikały moją i razem mogliśmy przez sny zmieniać naszą rzeczywistość. Teraz to wiem, wcześniej nie czułam tego tak właśnie. Ale ich moc wspierała moją i zawsze będę im wdzięczna za ten dar, za te chwile razem w snach.

A Nataniel z którym śniłam sen o oceanie, gdzie nauczyłam się pływać właśnie w Chorwacji poczuł, że może pływać bez pływaczek, uświadomił sobie że potrafi pływać. I to jest nasze wspólne marzenie, spełnione we śnie i w realu. To jest piękne, Jestem pełna wdzięczności i uznania dla moich dzieci ❤

24.08.2017

Obrazy namalowane pod wpływem snu

Drage… zachwyca mnie zmienność barwy morza w zależności od pogody. Bywa szafirowe oraz lazurowe pięknie po przez turkus głęboki ciemny a na płyciznach widać jasny turkus. Bardzo dużo soli w Adriatyku jest i jest przejrzystość wód, można pooglądać podwodny świat. 02 sierpinia 2017

 

Łany zbóż

widok łany zbóż, zboże, pszenica 53

Łany zbóż, zawsze zachwycają. Szczególnie gdy wieją wiatry a łany poruszają się pod jego wpływem jak fale morskie, mnie to mocno porusza. Będąc dzieckiem siedziałam sobie na szczycie wzgórza na żerdzi i patrzyłam na dolinę, dom, las a tuż obok niego na łany zbóż. Wtedy wiał silny wiatr i tak poruszał łanami że wyobraziłam sobie to jako morze… tak mnie zachwycił ten widok że odtąd zawsze gdy widzę jak wiatr porusza łanami zbóż niezwykle się wzruszam. Może dlatego, że pobudza to moją wyobraźnię, niezwykle szybko podnosi nastrój oraz pozwala marzyć.

zboże widok żyto pszenica 146

zboże żyto pszenica 150

Zdjęcia zbóż z ostatnich lat…

Chwile na rozmowy z Bogiem, wycieczka rowerowa

Napisałam coś, co zdarzyło mi się usłyszeć w czasie zabiegu… kiedyś uczyłam się mówić Kocham Cię do lustra, teraz usłyszałam łagodniejszą wersję rozmów z lustrem. Bardzo podniosło mi nastrój i najgorsza robota poszła mi lepiej niż przypuszczałam.

tekst pytanie z lustrem, róża pomarańczowa, niebo psd

Na dobry początek zachwyciło mnie niebo nad łąkami małych lotów. Poczułam ulgę na duszy i wzięłam głęboki pełen szczęścia oddech żeby moje opadnięte skrzydła znowu się wzniosły. Mam tak bardzo intensywny czas, bardzo dużo porządków w domu, normalnie czuję się jakbym miała przeprowadzkę choć jeszcze nigdzie się nie wyprowadzam. I wycieczka czy krótki wyjazd to cudny balsam dla ciała i duszy.

Jadąc ścieżką przy Kanale Żerańskim znalazłam ciche wzniesienie nad wodą i chwilę pobyłam z Bogiem w ciszy pełnej wdzięczności. I kiedy już zbierałam się do dalszej drogi słonko wyszło zza chmur ogrzewając mnie całą, rozświetlając wszystko wokół. I dziewanna tak pięknie mi zapozowała i mewy wzniosły skrzydła do lotu.

Piękny zachód słońca spotkał mnie nad łąkami i latające grupki ptaszków

I zaczarowana chmura pełna pomarańczu z okna, przypomina mi smoka.

zachód pomarańcz chmury widok z okna psd