Kategoria: Zdjęcia

Jezioro Żukowskie i Jamno na Kaszubach

Wakacje w tym miejscu przypadły na koniec lipca. To był piękny czas na łonie natury, najciszej było o wschodzie słońca, kiedy mgły zasnuwały otoczenie, życie budziło się ze snu nocy a ja mogłam to wszystko obserwować, chłonąć, nawet z czasem przestałam snuć myśli, rozmawiać ze sobą czy Bogiem, w ciszy zasłuchana odpoczywałam. Nie przeczuwałam, że będąc w tym miejscu tak obficie będę przeżywać różne zjawiska, spotkam tyle piękna, ujrzę zwierzęta niespotykane na co dzień, pełnia obfitości.

Wschody Słońca, każdy inny lecz zawsze mglisty, co bardzo upiększało ten spektakl

 

Zachody Słońca

Zwierzęta, ptaki, konie, owady … Żurawie słychać było o poranku, to one mnie obudziły o wschodzie słońca o odtąd co rano budziłam się ze wchodzącym słońcem. Żurawie co wieczór przelatywały nad jeziorem a ich nawołujące się głosy niosły się po wodzie wraz z echem bardzo mocno, zaczęły układać się w większe grupy i tworzyć klucze coraz większe gdy leciały po niebie, jakby miały się szybko wybrać do domu. Cudownym wręcz ekscytującym przeżyciem było przez chwilę widzieć kolibra północy – Zimorodka ( O Zimorodku jako symbolu)  oraz Orła Bielika, usłyszałam jego potężny głos, zobaczyłam jak pięknie niesie się w powietrzu i jaki jest potężny i majestatyczny. Marzenia się spełniają w zupełnie nieoczekiwany sposób ❤  Więcej zdjęć z tego miejsca  Krople rosy i pajęczyny

Rośliny, zaskakują gdyż mimozy czyli nawłocie już w lipcu zakwitły i żołędzie na młodym dębie cudnie już dojrzewają, wrzosy już też zaczynają rozkwitać, zapewne wiele osób zauważyło, że tego roku wszystko odbywało się szybciej i wcześniej.

Niebo też uraczyło mnie darami, słońcem i księżycem, tym czerwonym też oraz tęczą bez deszczu i formacjami z  chmur. W dniu zaćmienia księżyca była obserwacja i prawdziwie uświęcony czas we dwoje. Kiedy trwały nocne rozmowy spadały czasem gwiazdy, na takim czystym niebie pięknie wszystko było widać nocą.

Chmury w dzień tworzyły fajne postacie, raz spojrzałam na niebo nad wodą i powiedziałam ale płyną po niebie bombowce, samoloty i miałam wrażenie że naprawdę tak się dzieje lecz nie bałam się, to było takie dobre podniosłe uczucie. Co znalazłam z chmurach? : Majestatyczny Lew, legendarne skrzydlate istoty w tym smok, gryf lub latający lew, motyl ogromny, serce.

Reklamy

Pajęczyny

O poranku z mgieł krążących z nocy jeszcze wyłania się światło jutrzenki ukazując świt w niezwykłym wymiarze, tym razem są to łąki i niesamowicie pracowite pająki a także skroplona mgła na wszystkim. Jak cudownym jest patrzeć na budzące się słońce, które rozjaśnia ciemności, z szarości wyłania światełka coraz więcej karmiąc nią życie, które czeka na przebudzenie. Mgły nocą są magiczne, tajemnicze i czasem straszne, gdy zasłaniają drogę do celu. Rankiem jednak wraz ze światłem jutrzenki tworzą mega kosmiczny klimat w przyRodzie, szczególnie kiedy skrapla się mgła w krople na roślinach i pajęczynach, małe „kwanciki” miłości, żywe kryształki światła. Kiedy na nie patrzyłam dech mi zapierało w piersi, czułam jak coś we mnie ożywa, ta siła rozpierała mnie od środka a jednocześnie byłam spokojna i pełna wdzięczności. Przypomniało mi się jak wiosną w moim domu wchodził na mnie pajączek, co go przenosiłam dalej on wracał aż się nieco przestraszyłam tak silne to było, po chwili gdy uświadomiłam sobie, że może to jakiś znak dla mnie poczułam spokój. Pajęczyny to piękne dzieła pająków, kunszt ich tkactwa jest niebywały wręcz a pajęczyny mają niezwykłe właściwości. Zrobiono eksperyment naukowy, w którym główną rolę grały pajęczyny, wyhodowano ich mnóstwo aby zrobić z nich struny do skrzypiec, brzmiały przepięknie, były bardziej prawdziwe niże te sztuczne. I tak się rozmarzyłam w tych pajęczynach, o tym jak pięknie jest stać się instrumentem w którego esencję duch tchnie swą muzykę a każda cząsteczka mnie rozbrzmiewa wespół z nim w jednej jedynej najpiękniejszej melodii życia, muzyce miłości. Każdego dnia jednak trzeba rozpalać światło w każdej kropli mnie samej, dbać o ten blask odsłaniając z każdej ciemności, wnosić w siebie promienie światła jak słońce to czyni o poranku w każdej kropli rosy tkając pośród życia struny, na których Duch może zgrać z miłością.

Wakacje…anioł z nieba wpadł we mnie a może sama go wymalowałam sercem :)

zachód słońca widok anioł chmura 72

Wyobraźnia, w niej mogę wszystko,
nawet marzyć jak mi się podoba wtedy mogę,
puszczać je jak latawce po niebie swobodnie.
Te marzenia wyrastają z serca nie z głowy,
to serce coraz bardziej świadome uświadamia umysł,
by razem w zgodzie słuchały szeptów Boga.
To z nim pragnę radować się życiem,
żyć z pasją niosąc radość
każdemu dniu spędzonemu na ziemi
z tymi których kocham
i z tymi, którzy kochają mnie.
Jestem w drodze a na niej już coraz jaśniej,
coraz lżej, coraz spokojniej choć nie mniej ekscytująco.

Anioł z nieba wpadł we mnie

a może sama go wymalowałam sercem?

Rozmarzony Anioł przez niebo płynie,
niesie garść darów…
Rozmarzony Anioł marzenia
ku wszechświatowi śle…
Rozmarzone marzenia uwolnione z serca
cieszą się wolnością,
Już one wiedzą dokąd płynąć
i kiedy się spełnić.
Żyję z coraz większą radością,
wdzięczność za każdy dzień życia
wypełnia mnie całą
aż wypełni się mój czas.
Ana Anetta Anilalah
06.08.2018
Fotka własna z wakacji, jest inspiracją tego co napisałam, okoliczności jej zrobienia, bez niej nie było by odczuć, serca poruszenia i tego, co z niego wypłynęło zamieniając uczucia w słowa.

Zimowe spacery nad wodą

Nad Wisłą w Warszawie chwile w słońcu choć w mroźny dzień a zimno potęgował dość mocny wiatr. Jednak kiedy idę z kijkami rozgrzewam się, więc ciepło otula mnie całą od środka. I mimo chodzenia zawsze zwyciężają widoki, zawsze mam ochotę stanąć by czemuś się przyjrzeć czy zachwycić. Wisła ukazała swoje piękno tego dnia, ptactwo siedziało raczej niż latało a i bobry pozostawiły swój ślad w drzewach. Ostatnio wszędzie widzę ich ślady, jakby się rozmnożyły.

Stałam nad wodą medytując, posyłając rzece moc miłości aż do jej źródełka i aż po jej kraniec rozpływający się w morzu. A w mojej głowie były dwa słowa: czysta rzeka, nie mogłam zatrzymać tego, mogłam się poddać pragnieniu Wisły, słonko ogrzewało mi twarz i żadem mroźny wiatr nie był mi straszny. Potem czułam się mocno zmęczona, ledwo doszłam do auta. Myślę że po prostu zrobiłam zabieg energetyczny rzece, a to już jest wymagający proces. Za to mąż, który wiernie towarzyszy mi z kijkami, prowadził auto a ja zrobiłam coś niebywałego. Bo generalnie boję się spać w aucie, zawsze kontroluję drogę i patrzę na widoki za szybą. A tym razem usiadłam i zamknęłam oczy od razu, miałam je zamknięte prawie do samego domu, byłam w swoim siódmym niebie, szczęśliwa, zagłębiona w siebie, bezpieczna… trwałam w tym niezwykłym stanie jak zaczarowana pełna ufności delektując się ciszą w której słuchałam opowieści złożonej z wibracji ciała, w muzyki mego kosmosu.

Narew, pięknie sobie płynie. Po jednej stronie rzeka a po drugiej las i bagienka. Na wale mało spacerowiczów więc była przestrzeń, czysta i ożywcza. To był energiczny czas, tak raźno jak rzeka płynąca obok, na której w słońcu skrzył się w słońcu już topniejący lód, którego ten mały mróz jeszcze trzymał. Zachwycałam się lasem i wodami w nim, słońcem, wiatrem i radosnym krokiem niosącym mnie pośród tej pięknej przyrody. Mijały nas łabędzie raz w trójcy raz w parze… a na koniec gdy wracaliśmy do auta moją uwagę przyciągnął głos ptaszków, zasłuchałam się i zaczęłam szukać śpiewaków. Myślałam że nie ujrzę żadnego ale one jakby czekały i same zaczęły przelatywać z drzewka na drzewko wzdłuż mojej drogi aż usiadły na końcu i czekały cierpliwie aż zrobię zdjęcia. Czułam się szczególnie obdarowana, tym bardziej że to okazały się czeczotki.

A drodze do domu znowu miałam zamknięte oczy, słońce oświetlało mi twarz, byłam tak wolna w swym doznaniu, wyzwolona, bez ograniczeń. Pod powiekami pojawiały się kolory które później zmieniły się we fraktale różnokolorowe a zmieniały się pod wpływem migających drzew, które czułam pod powiekami, ich cień wywoływał nowe wzory, kształty i kolory. Byłam znowu dzieckiem, które niczego się nie boi, jest ciekawe świata, chce odkrywać nowe rzeczy, ma odwagę wyruszać szlakiem swych marzeń, podróżować z wiatrem we włosach, żyć tym co jest całą sobą oraz być w pełnym połączeniu ze swoją boskością oraz Źródłem Miłości, Duchem. Cudowne chwile.

 

Ptaki zimą w zakątku Placu zabaw. Odkrywanie

Przytrafiają się czasem nam rzeczy, które nie zdarzają się codziennie, wzbudzają zachwyt i niebywałe zaskoczenie, czujemy wtedy że stało się coś magicznego. Zjawiają się w życiu, gdy zachodzi właściwy czas i miejsce a my ulegamy podszeptom intuicji i spotykamy na swej drodze cuda, niezwykłe wydarzenia, chwile, spotkania, przebłyski szczególnego stanu oświecenia… takie chwile nie zdarzają się codziennie, pamiętamy je długo gdyż stan szczęścia powstały w danej chwili, zostaje w naszej pamięci, w sercu, jest wpisany w nasze ciało, w każdą jego naszą komórkę, ta magia, cudowne zjawisko czasem niewytłumaczalne. Bywa, że takie cuda są maleńkie, ulotne więc potrzebne jest otwarte serce, by je dostrzec i poczuć całym sobą. Dla mnie takim cudem było spotkanie z ptaszkami, których nie widziałam na oczy. Bo tak pięknie jest OKRYWAĆ coś nowego dla siebie w przyRodzie… to słowo Okrywać jest szczególne dla mnie, gdy spotkałam motyla zjawiskowego, Pazia Żeglarza, nie widziałam że można spotkać takie cudo. I latem tamtego roku śnił mi się motyl, biały z jednym kolorem, pomarańcz czy czerwień a niedawno wpadłam na to, że istnieje taki motyl Niepylak Apollo… Odkrywanie przenosi się do mego wnętrza, gdyż odkrywanie siebie skutkuje odkrywaniem cudów w sobie oraz w świecie mnie otaczającym. I jedno wypływa z drugiego dzięki przepływowi energii myśli, odczuć pomiędzy mną a  naturą, ludźmi, ze światem.

Odkrywanie… odkryć coś zasłoniętego, natrafić na coś niewidzialnego i ujawnić, poznać rzecz dotąd nieznaną, natrafić na coś, o czego istnieniu nie wiedziano, zwrócić uwagę na coś dotąd niezauważonego… zdejmować zasłonę, warstwę, unaoczniać, eksplorować, objawiać, uświadamiać sobie…

 

Mam taki zakątek na placu zabaw, gdzie jest kawałek innego świata, w samym rogu, na zdjęciu na wprost. Tam gdzie widać drzewa, obok jest kanałek a za drzewami jest przejście gdzie jeszcze istnieje malutki podmokły świat, gdzie jest przyroda i życie. Cały plac zabaw jest po lewej stronie. Ten zakątek wydaje się niepozorny ale cieszę się że jest. Za rok być może już nie będę tu mieszkać więc doceniam, to co mam.

Park magiczna, stara wierzba 1846

Drzewa w zakątku to przede wszystkim bardzo stara wierzba, nawet kilka w jednej. Jakoś nie zachęciło mnie by zrobić jej zdjęcie. Rosną drzewa na działce mieszkaniowej, są trzciny i trawy po bagienku a kawałek dalej, kilka kroków za ogrodzeniem jest jeszcze bagienko z trzcinami, drzewkami.

W tym zakątku zawsze słychać świergot ptaszków, latem gdy nie mogłam jechać do lasu czy na łąkę przychodzę tutaj słuchać śpiewu ptaków, pozwalać się słońcu ogrzewać i być sam na sam ze sobą. Właściwie do tej pory tylko słuchałam aż teraz zimą kiedy karmiłam się słonecznym światłem dźwięk ptaków przebudził we mnie ochotę na bliższe spotkania.

dzięcioł 1682

Zaczęło się od dzięcioła. Stałam na korzeniach powalonego drzewa i słuchałam a to kruków a to sikorek latających niedaleko aż usiadł nade mną dzięcioł, który nie stukał wcale. Owszem, nie zauważyłam go a naprowadził mnie na niego nieznany odgłos, coś jak czkanie i jeszcze coś nieokreślonego, myślałam że to człowiek lecz po chwili dojrzałam dzięcioła i obserwowałam go przez chwilę. Byłam zachwycona, że poznałam głos tego ptaszka wszak do tej pory znałam tylko odgłos stukania. Taki mały cud a tyle przyniósł mi radości. Innym razem, pierwszy raz w życiu dane mi było ujrzeć dwa ptaszki, trznadelka ( żółtawy taki) i czeczotkę zwyczajną ( ma czerwony znak na główce a upierzenie jak wróbelek) – tak mi się wydaje że to one, oprócz wróbelków i sikorek.

Trznadel

trznadel ptak 01835

Czeczotka zwyczajna, ten czerwony znak na czole

czeczotka zwyczajna, ptak 802

Tutaj Modraszka zwyczajna- niebieskawa  i sikorka bogatka

sikorki ptaki jedzą 1841

sikorka modraszka zwyczajna 1838
Modraszka zwyczajna, sikorka
sikorka bogatka 1818
Sikorka bogatka

Ptaszki w locie

czeczotka zwyczajna lot ptak 805

sikorka. ptak, lot 843

 

Impresje styczniowe

Chwila gdy odnajduję piękno tam, gdzie się nie spodziewam spotkać tego cudu, jest prawdziwą magią. To prawda, serce czasem woła- chodź, chodź na spacer, pobądź z przyrodą i idę, idę słuchając głosu tego aż doprowadzi mnie do chwili tej, gdzie piękno choć małe zachwyca. Uwieczniam na zdjęciu tocząc w sobie rozmowę z rośliną, kwiatem, owadem, z przyrodą. Wydaje się to takie ulotne gdy odchodzę swoją drogą, dłonie mam wolne gdy chwilę pooddychawszy z nią, posmakowawszy jej, nazachwycawszy się nią- opuszczam ją odchodząc… zostawiam świata skrawek w chwilę zaklęty by żył własnym życiem jak ja. I wydaje się że minęła, że jej nie ma, tej chwili pięknej, że szczęśliwa leci z wiatrem jak piórko na wietrze do kogoś innego, bo jego serce stęsknione woła chwili tak pięknej. Lecz z czasem odkrywam, że nic nie utraciłam bo chwila dotknąwszy mego serca ożywiła kawałek mej duszy. Piękno ożywia to, co było martwe, jeszcze jeden kawałek ogrodu rozkwita ożywiony magią chwili. Chwili, co znika z oczu rozpływając się w wieczności a jednocześnie rozkwita, ożywiając kawałek duszy z którym mogę być w tej wieczności. Ana
foto własne

Ostrzyca, Polska Fudżijam w Krainie Wygasłych Wulkanów

Pogórze kaczawskie Ostrzyca 744

W wygasłym wulkanie nie ma już lawy gorącej, lecz jest pamięć o tej gorącej mocy w zastygłej skale. Może wulkan jest wygasły lecz jesienią zapala się ogeniem barw cudownej Polskiej złotej jesieni.

Ostrzyca

Ostrzyca, miejsce gdzie lubię powracać, mam ciągle niedosyt. Ostrzyca to wygasły wulkan a dokładniej komin wulkaniczny czyli neka, wulkaniczne wzniesienie w kształcie stożka, bardzo charakterystyczny kształt widoczny w całej okolicy wznosi się na 501 m. n.p.m. . Głównym budulcem jest bazanit, skała zbliżona do bazaltu, ma w sobie więcej oliwinu i skorupiaków. Droga była malownicza, już usłana liśćmi a na drzewach jeszcze tyle kolorowych piękności, przeważnie żółtych, złocistych, bursztynowych i zielonych, mniej czerwieni. Droga wiedzie pośród starych lip, drzew liściastych w tym buki, olsza, jesion, mało dębów, klon, żółtym szlakiem w górkę aż w pewnym momencie odbija się w lewo na schody, bazaltowe schody, jest ich ponad czterysta i wiją się pośród drzew porastających wzgórze i kamieni tworzących miejscami gołoborze bazaltowe, co jest unikatowe w Polsce. Gołoborze występuje na odsłoniętych niczym nie porośniętych miejscach oraz pośród drzew, a na szczycie występują Słupy bazaltowe. No i tego roku, już któryś raz z kolei spotykam Kruki, to specyficzny symbol, który dość mocno do mnie przemawia tego roku i jak zwykle są nieuchwytne dla mnie w aparacie. Sam szczyt stożka to ciekawe skałki, urokliwy punkt widokowy na Pogórze Kaczawskie, w dalszej perspektywie widać Karkonosze z najwyższym szczytem Śnieżką oraz Izery. Na szczycie Ostrzycy występują też słupy bazaltowe, bazanit budujący wzniesienie jest spękany tworzy regularne słupy, wzniesienie ma dość strome zbocza. Spotkałam latem na szczycie motyle i stada much, niestety nie było tam pazia królowej, może innym razem. Tym razem pełno latało nakrapianych biedronek 🙂 Jest tam zawsze dużo ludzi, bo miejsce jest znane, w końcu ogłoszone Polską Fudżijamą- Ostrą Górą. W zasięgu wzroku, tak na lewo, jest inna góra wulkaniczna- komin, blisko Złotoryi zwana Wilczą Górą czy Wilkołakiem, Wilczakiem… niestety to tylko część góry, reszta została rozebrana, cześć kruszywa jest w Warszawie użyta min. w Trasie Łazienkowskiej czy metrze. Pozostała mała część góry, jest tam rezerwat i róża bazaltowa, jeszcze jej nie widziałam, niestety nie wiem czy jeszcze istnieje bo firma wydobywająca kruszywo zabrania dostępu. Inną górką-kominem wygasłego wulkanu jest Grodziec, tam stoi zamek i nawet ma się nieźle jego zadbana część, odbywają się tam turnieje rycerskie, ładne miejsce, dawno tam nie byłam, warto odwiedzić. Grodziec jest widoczny z Ostrzycy jak się wespnie człowiek na sam szczyt. Naprawdę piękne widoki można oglądać, zachwycam się małymi wzgórzami, polami czy łąkami wkomponowanymi w całe Pogórze Kaczawskie… a reszta wyższej partii gór- Karkonoszy, niknie w oddali, widać pasma zamglone jak w bajce, mogłam sobie pomarzyć o Krasnalach i wędrujących Czarodziejach. Innym miejscem powulkanicznym są Czartowskie Skały czy Organy Myśliborskie, jest wzniesienie Radogost ( mam skojarzenia z Radagastem z Hobbita) też neka- komin wulkaniczny, tam pragnę się wybrać, bo teraz nie miałam czasu. Kiedyś bardzo ciągnęło mnie do Ślęży i Raduni, teraz przyciągają mnie wygasłe wulkany.

Na Ostrzycy byłam drugi raz, tym razem usiadłam sobie na szczycie, gdzie jest punkt widokowy na skałce, mimo dużej ilości ludzi starałam się wsłuchać w otoczenie, poczuć to miejsce całą sobą. Po jakimś czasie przeszłam z boku na słupy bazaltowe gdy turyści opuścili to miejsce, tam była zupełnie inna energia, poczułam się tak radośniej, może dzięki drzewom z liśćmi jak słońce? Wiał niesamowity wiatr, szumiały liście a ja odurzona powietrzem, słońcem, wędrówką i odczuciami tej góry chłonęłam z każdym oddechem jej magię. Może wulkan jest wygasły lecz jesienią zapala się ogień kolorami cudownej Polskiej złotej jesieni.

Malownicza droga na Ostrzycę zaczyna się od szlaku ze starymi mądrymi lipami a potem inne malownicze drzewa upiększają wędrówkę

A tu już wejście bazaltowymi schodami aż na sam szczyt i gołoborza bazaltowe- bloczki skalne

Na szczycie… mąż stoi na najwyższym punkcie, pod nim miejsce balkonik do oglądania, ja siedzę na przeciwko męża tyłem odwrócona, spoglądam na Pogórze Kaczawskie, pode mną wokół szczytu są dość strome zbocza

Widoki…

Z boku balkoniku jest skałka z bazaltowymi słupami, długo czekałam aż turyści zwolnią to miejsce, zachwyciłam się tym, że odkryłam piękne złociste drzewa, poczułam większy spokój wewnętrzny, dotknęłam głębiej ciszy w sobie i poczułam… W wygasłym wulkanie nie ma już lawy gorącej, lecz jest pamięć o tej gorącej mocy w zastygłej skale. Tak jakbym wchodziła w kontakt z innymi wulkanami na świecie i w sobie samej, to taka wewnętrzna praca nad tym miejscem, rozpoznaniem, poznaniem, opanowaniem tej potężnej energii w ciele i w duszy.

Biały tunel na zdjęciu i kolory, pewnie aparatowe wyskoki lecz… Nie widziałam tego, kiedy patrzyłam w drzewa, wyszło na komputerze dopiero, pewnie odblask światła. Lecz to miejsce mnie przyciągnęło szczególnie, podeszłam, robiłam zdjęcia sobie i już miałam odejść i nie mogłam… zachwyciły mnie liście… zielony rozkwitający kwiat dębinkowych liści z połyskiem a za nim złociste słoneczka klonowe podświetlane pięknie… moja chwila zapomnienia, wejścia od szerokiego spektrum widzenia ku wąskiej ścieżynce… to otworzyło na panoramę wewnętrznego postrzegania siebie same. Tak czuję tę moją chwilę

Z boku bazaltowych słupów, tam gdzie złote drzewa, poniżej nich jest bardzo ciche miejsce pośród niskich dębów i olszy

 

Moje pierwsze spotkanie z Ostrzycą

Jesienne impresje

Impresje w pogodny dzień w lesie

Kiedy pewnego dnia o poranku zdecydowałam się pojechać rowerem do tego lasu poczułam się prawdziwie szczęśliwa, bo słońce wreszcie zaświeciło tak pięknie po długim okresie deszczów. Spacerowałam rozmawiając z Bogiem, wchodząc do lasu zawsze proszę Duchy przyRody o zgodę na moją obecność i zawsze dziękuję za ten dar korzystania z jej darów.  W tej ciszy mogłam rozmawiać sobie z Bogiem, odczuwać jego bliskość w moim sercu i otoczeniu. Kiedy przebywam na łonie natury  zawsze czuję jej kojący dotyk w sercu. Wtedy przyciągały mnie grzybki, roślinki, blask w kroplach traw czy żywy blask barw w słońcu liści… wszytko ożyło i poczułam się jak w bajce, przeniesienie w inny wymiar własnych myśli pozwoliło mi wyjść poza granice wyobraźni… pomarzyć każdy morze, każdy może pozwolić sobie na przepływ uczuć, na zachwyt, na uwolnienie myśli, na odprężenie czyli medytację w ruchu… wystarczy iść spokojnie, oddychać naturalnie i obserwować otoczenie zachwycając się tym, co przyciągnie nasz wzrok… wtedy mogą napłynąć różne odczucia, emocje, myśli które w otoczeniu żywej przyRody o wiele łatwiej jest poczuć, uwolnić, cieszyć się prostymi przyjemnościami…

Oto boskie chwile w której uzdrawiam swoją duszę, inspiruję się pięknem, życiem będąc sam na sam ze sobą. Kocham tę samotność i ciszę w której mogę usłyszeć szept Boga w swoim sercu, szept drzewa, kwiatu, roślinki… wszystko do mnie przemawia, śle swoje przesłania które odczytuję sercem. To moja magia

 

 

W deszczu… mały spacer wokół bloku, gdy nie mam czasu jechać do lasu. Doceniam to co mam wokół siebie, cieszę się małymi rzeczami. Krople wody ozdabiając kwiaty, roślinki wyglądają jak klejnoty pełne blasku i życia.

W pochmurny dzień wrzosowy las

Długo padały deszcze i tak tęskniłam za lasem, jego zapachem, za naturą. Wyjechałam w przerwie gdy przestało padać. Odnalazłam wrzosową polanę całą mokrą od deszczu. Przywitała mnie mała żabka, było mi tak miło z tego tytułu, mam do nich słabość, bo kiedyś miałam taką ksywkę Żabka. Uwielbiam połączenie fioletu i żywej zieleni, wywołuje w sercu mocne poruszenie, zachwyt który podnosi moje wibracje. Przytulając się do brzozy zrobił się szum od deszczu spadającego przez liście wprost na mnie. I nie było odwrotu ani osłony, wracałam do domu rowerem ciesząc się deszczem, cała zmoknięta a nawet pochlapana błotem, znowu poczułam się jak małe brudne szczęśliwe dziecko. Wzdycham na to wspomnienie i od razu mi lepiej.

Łany zbóż

widok łany zbóż, zboże, pszenica 53

Łany zbóż, zawsze zachwycają. Szczególnie gdy wieją wiatry a łany poruszają się pod jego wpływem jak fale morskie, mnie to mocno porusza. Będąc dzieckiem siedziałam sobie na szczycie wzgórza na żerdzi i patrzyłam na dolinę, dom, las a tuż obok niego na łany zbóż. Wtedy wiał silny wiatr i tak poruszał łanami że wyobraziłam sobie to jako morze… tak mnie zachwycił ten widok że odtąd zawsze gdy widzę jak wiatr porusza łanami zbóż niezwykle się wzruszam. Może dlatego, że pobudza to moją wyobraźnię, niezwykle szybko podnosi nastrój oraz pozwala marzyć.

zboże widok żyto pszenica 146

zboże żyto pszenica 150

Zdjęcia zbóż z ostatnich lat…

Trochę Zimowe widoczki z południa Polski

Na samym wjeździe do rodzinnego miasta powitały nas lasy z białym nalotem, wspaniałe widoki które wkrótce zniknęły bo nadeszły deszcze. Ale to było cudne uczucie, zobaczyć moje kochane góry, kocham tu wracać. Choć śmierć  w rodzinie sprawiła, że jutro odwiedzę rodzinne piękne strony taty czyli Kłodzko i okolice ( ah tam też wiele wakacji w dzieciństwie byłam i kocham tamte rejony ) … i może ta śmierć pozwoli odnowić więzi rodzinne.

szczyty-lubawski-zima-04723 szczyt-lubawka-zima-widok-04724

Kiedy już się wypogodziło mały spacerek był miłym wydarzeniem.  Szkoda że było ponuro i pełno błocka po deszczach. Ale kilka ujęć zrobiłam.

lod-woda-zima-klor-04735

Listek lodowy z błękitnym odcieniem.

lod-woda-lisc-odowy-kolory-lubawka-zima-04736

Stacja kolejowa nieczynna. Jeszcze w podstawówce jeździłam pociągiem gdzie lokomotywa ciągnęła wagony. To były piękne czasy, szkoda że nie miałam aparatu, żeby zrobić zdjęcie tym pięknościom.Dziś  ta stacja niszczeje, znika a latem na torach jest mnóstwo żmij  grzejących się w słońcu.

stacja-kolejowa-lubawka-widok-04739

Pogada po Świętach się rozpogadza… na sam koniec, tuż przed wyjazdem do dalszej rodzinki ( nie da się inaczej i kocham to ) odsłoniły się pasma górskie i sama Śnieżka. Całe lata patrzyłam na tę piękną górę i kiedyś weszłam sobie na nią, w młodości. Może teraz po latach znowu ją odwiedzę, chociaż nie będzie mi łatwo. Zobaczymy. Przynajmniej zdążyłam zrobić zdjęcia nim wyjechaliśmy do rodzinki.

pasmo-gorskie-lubawka-zima-04751

Śnieżka w oddali … Zrobiłam przybliżenie i fajnie biała dama wygląda, bardzo często Śnieżka jest biała i długo wiosną pozostaje biała a i latem bywa biaława czasem.

pasmo-gorskie-sniezka-zima-lubawka-widok-04753

Śnieżka w przybliżeniu.

sniezka-szczyt-zima-lubawka-04755

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz