Tag: Refleksje

Inspiracje muzyczne- narodziny

Yakuro- Witched Dance

Kilaka wyklutych przemyśleń :Muzyka serca łączy, wznosi w wyższą wibrację aż muzyką rozbrzmi każda komórka. Słuchając pieśni wyjść z kokonu ego, podążyć za głosem serca ku wolności w której niech życie tańczy, prawda śpiewa… bycie sobą uszczęśliwia. Krok za krokiem wtańczyć miłość w puls życia, w każde wspomnienie emitować aż po każdą myśl, słowo, działanie… Miłość jest większa niż ego, jeśli znikną mury ochronne ego, muzyka spływające w serce poprowadzi, ufam temu coraz bardziej. Pragnienie jedności z taką boską miłością staje większe niż wszelkie trzymanie się starego systemu życia, dobro otwarcia wnosi dobro nieznane umysłowi a sercu tak ukochane, tak wyczekane w duszy.

Filmik oddaje narodziny, (dla mnie ) wyjście w kokonu w którym się żyje… kokonów czy warstw, im więcej ich się rozpuści, tym łatwiej będzie dotrzeć do tego, co istotne… dla mnie to jest naradzanie siebie, twórcze kreowanie siebie i życia a w związku  tym, -najważniejsze- to bycie sobą, autentycznym i naturalnym, być w tym wolnym i szczęśliwym. Nie zamierzam zmieniać nikogo, zmieniam tylko swoje poglądy na wiele rzeczy wraz z odsłanianiem tych warstw, w których w niepamięci ( podświadomość) kryją się wzorce, programy, blokady inaczej brak miłości. I to podświadomość często kieruje poczynaniami, jest taką szarą eminencją skrytą dość dobrze pod własnymi myślami i utrwalonymi zachowaniami, które uważamy za właściwe. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Nie zmieniam siebie całkowicie, nie o to chodzi by stać się kimś innym, jak się marzyło kiedyś i jeszcze marzy się umysłowi dziś. Jednak odkrywanie zasłoniętych części siebie pod warstwami iluzji sprawia, że odzyskujemy coś cennego, coś własnego, coś co sprawia że zaczynamy żyć w zgodzie z tym, co było zaplanowane przez dusze nim zeszły na na Ziemię, wierzę w to. I wtedy zmienia się coś wewnątrz,  osobowość się wzbogaca i nagle wydaje się, że to jest takie nowe, nieznane… a jednak jest stare, było zapomniane a teraz odnalezione, zmienia sposób życia, myślenia, działania… tak krok po kroku oczywiście, wykluwanie trwa i nauka chodzenia potem też acz z muzyką w sercu będzie łatwiej i rytmiczniej, cierpliwie do przodu…

CollageMaker_20180410_165811624
Foto własne Paź Żeglarz

 

 

Reklamy

Rozwidlenie dróg

Rozwidlenie… nawet w najgłębszym ciemnym lesie, pojawić się może promień słońca, płynący z serca, rozświetlając podjęcie decyzji, którą z dróg podążać. A Rozwidlenie jest chwilą zatrzymania, gdy biorę wdech i na chwilę trwam w bezdechu stając się obserwatorem. Wypuszczając powietrze uwalniam wszystko, co zasłaniało jasny obraz sytuacji i znowu na chwilę zatrzymuję się w bezdechu, w pozycji obserwatora. I strach przed podjęciem decyzji rozpływa się delikatnie, pozostaje ciekawość tego, co niesie nowa droga, bez żalu a z wdzięcznością żegnając drugą z dróg. Na Rozwidleniu jest czas na samotność z ciszą stopioną w zatrzymaniu pełnym obecności, gdzie słucham szeptu serca, w które światło tchnienie swe pełne miłości słowa. Muszę być bardzo cicho, by je usłyszeć, w tym szczególnym czasie na Rozwidleniu dróg. Ana 27.02.2018 Foto własne z 27.02.2017 roku, Kiedy popatrzyłam na zdjęcie zaczęłam pisać, program mi pokazał je niespodzianie a ja poddałam się intuicji i spisałam co czułam, czego doświadczałam jeżdżąc na rowerze po lesie w ostatnich latach po lasach, których nie znałam. Kiedy chciałam wrócić do domu włączałam GPsa lecz każda z dróg była mi nie znana a wybór czysto intuicyjny. Włączałam mapę endomondo, patrzyłam i wybierałam. Każda droga była nowa, nieznana, każdą poznawałam dopiero, uczyłam się różnych swoich reakcji. Kiedy niektóre poznałam, wydawały mi się nudne lecz jeżdżąc o różnych porach dnia i roku zawsze coś jest inaczej, nigdy nie ma tak samo. W życiu bywa u mnie podobnie, nawet kiedy się cofam, to coś jest zawsze inaczej, każdy wybór coś zmienia, czasem tylko odrobinkę, można tego nie zauważyć.

 

Rozwidelenie dróg, las
27.02.2017 Las Marki

 

Każdy ma swoją górę i Polska. Refleksje

Kiedy idziemy w góry zawsze jest to mierzenie się że sobą, z ciałem, wysokością, pogodą… idący w wielkie góry himalaiści mierzą się z tym w sposób ekstremalny, przecierają szlak dla innych. Przecież w życiu mamy swoje ekstremalne góry z którymi się mierzymy, są to bardzo trudne wyzwania, pozostają po nich nie raz blizny i siła, którą zdobywamy,siła ducha, przecieramy szlak innym, którzy podążają naszą ścieżką. To są moje odczucia, nie muszą się wszyscy ze mną zgadzać. Lecz dostrzegłam coś jeszcze w tych, co szli na ratunek, Wielkiego Ducha. W narodzie Polskim tkwi wielki duch, potężny i nieodsłoniony jeszcze. Przejawia się w heroicznych czynach, w których w imię wyższych celów potęga Ducha budzi się w człowieku i dzieją się wielkie rzeczy. Chodzi o to, by Duch przebudził się w większości Polaków, by prawda stała się faktem, jawna i czytelna dla wszystkich… i może się budzi, byśmy podnieśli głowy, otworzyli serca i zaświecili światłem, byśmy byli dumni z tego kim jesteśmy. Tak czuję
Byśmy poczuli, że czas na powrót do prawdziwej wolności, przebudzenia się serc, które mają wizję Nowego, a wszystko zaczyna się od naszego wnętrza, tak też skupiam się na tym, że nie zmieniam wszystkiego wokół lecz naprawdę siebie zmieniam. I kocham swój kraj, kocham to miejsce na ziemi, wybrałam je do życia, nie jest mi obojętny los Polski. Kocham ją po swojemu, niezależnie od wszystkiego, co się dzieje wokół, obserwuję i sobie swoje robię.
kosmos, Góry, magi, Rise & Shine with The Northern Lights in Alaska.
foto z sieci
W sercu pielęgnuję wizję pięknego żyznego kraju jakim jest Polska, ludzie uprawiają ziemię z miłością i dbałością a ona rodzi zdrowe plony. Dobra, zdrowa żywność jest dla ludzi z naszej ojczyzny przeznaczona w pierwszej kolejności. Gleba jest bogata i żyzna, mamy swoje zasoby i złoża z których umiejętnie korzystamy. Gospodarka jest na wysokim poziomie. Ludzie mają pracę, doceniają ją i szanują, każdy realizuje swoje potrzeby zachowując etykę z poszanowaniem praw swoich i innych a wzajemne relacje są pozytywne, ludzie są życzliwi i pomocni, naturalni i energiczni . Ludzie mają czas na pracę, rozwój, naukę, zabawę i spełnianie marzeń. Inwestycje na rzecz wynalazków, prac naukowych, modernizacji, tworzenia artystycznych możliwości, współistnienia z naturą, wpływają na rozwój materialny i duchowy kraju i społeczności, co wzmacnia naród i cały kraj. Jesteśmy przez to doceniani poza granicami, stajemy się przykładem dla świata jak żyć w nowym świecie, bo stary odchodzi.  Wszelkie dobra narodowe, w tym w przyRodzie, są zadbane i uszanowane. Na każdym poziomie życia przejawia się szacunek, komunikacja, chęć współpracy, chęć zaopiekowania się sobą, bliskimi oraz ojczyzną. Wszystko, co zaburza harmonię w kraju znika, zostaje tylko chęć budowania pokoju, harmonii, wspólnego dobra, troska i chęć zaopiekowania się rodziną i ojczyzną. Dzięki czemu Polska rozkwita, odbudowuje swoją tożsamość, wzrasta poziom rozwoju duchowego, zrozumienia a prawda objawia się w sposób naturalny, wzmacniając dobry wizerunek miejsca, w którym żyję, Polskę którą kocham.
mapa polski dwa serca

Impresje styczniowe

Chwila gdy odnajduję piękno tam, gdzie się nie spodziewam spotkać tego cudu, jest prawdziwą magią. To prawda, serce czasem woła- chodź, chodź na spacer, pobądź z przyrodą i idę, idę słuchając głosu tego aż doprowadzi mnie do chwili tej, gdzie piękno choć małe zachwyca. Uwieczniam na zdjęciu tocząc w sobie rozmowę z rośliną, kwiatem, owadem, z przyrodą. Wydaje się to takie ulotne gdy odchodzę swoją drogą, dłonie mam wolne gdy chwilę pooddychawszy z nią, posmakowawszy jej, nazachwycawszy się nią- opuszczam ją odchodząc… zostawiam świata skrawek w chwilę zaklęty by żył własnym życiem jak ja. I wydaje się że minęła, że jej nie ma, tej chwili pięknej, że szczęśliwa leci z wiatrem jak piórko na wietrze do kogoś innego, bo jego serce stęsknione woła chwili tak pięknej. Lecz z czasem odkrywam, że nic nie utraciłam bo chwila dotknąwszy mego serca ożywiła kawałek mej duszy. Piękno ożywia to, co było martwe, jeszcze jeden kawałek ogrodu rozkwita ożywiony magią chwili. Chwili, co znika z oczu rozpływając się w wieczności a jednocześnie rozkwita, ożywiając kawałek duszy z którym mogę być w tej wieczności. Ana
foto własne

Aleja Siódmego Anioła… Czy wierzę w Anioły?

Zdjęcie użytkownika Ana Członka.

Parę dni temu otrzymałam książeczkę „Aleja Siódmego Anioła” jako nagrodę w konkursie „Czy wierzysz w Anioły…. Po przeczytaniu rozpłakałam się, gdyż pewne wątki dotykały mnie poruszając głęboko czułe struny duszy. Polecam i Dziękuję PrzeCzytajka.https://www.facebook.com/PrzeCzytajka/
W książce jest siódmy Anioł, Rozmarzony czy Rozmiłowany zaginiony… jego moc i tak działa a i on się znajduje dzięki dobrym sercom. Rozmarzony jak i mnie nazywano szczególnie w szkole, wciąż pozostaje rozmarzona. Dlatego polubiłam siódmego Anioła i bohaterów książki.
Oto mój komentarz:
„Czy wierzysz w Anioły i dlaczego? … bo było tak że nie wierzyłam w Boga ani Anioły i była ciemność w moim życiu… aż zaszłam w ciążę, bardzo bałam się mieć dzieci uważając że nie będę dobrą matką… lecz ciąża zmieniła wszystko, zmieniła mnie, poczułam że pragnę w coś wierzyć, wierzyć że coś mnie kocha bardziej, skoro mnie jest tak trudno siebie pokochać, tyle razy ratowały mi dosłownie życie, w ostatniej chwili, bosz jak ja się cieszę że żyję Pokochałam to dziecko w pod sercem noszone a wraz z nim otworzyłam się na Anioły, bo na Boga było mi trudniej, trudniej uwierzyć że mnie kocha. Przed porodem namalowałam pierwszego Anioła dla dziecka, żeby go chronił i nawet imię wybrałam Gabriel, nie wiedząc że on naprawdę opiekuje się dziećmi, nic nie wiedziałam o Aniołach, NIC, serce wiedziało, poczuło ich obecność, odebrało ich przesłanie. I oto Anioły podczas porodu, który miał być łatwy a stał się zagrażający życiu, one uratowały pierwszego syna, przeżył i żyje do dziś, nie wiem jak one to zrobiły ale zrobiły!. Anioły czuwały nad każdym porodem, trzeci był również zagrażający życiu i dlatego syn mam imię Nataniel( to imię usłyszałam w ciąży, głos powiedział te słowa a ja internecie sprawdziłam i znalazłam imię Nataniel). Anioły sprawiły że dziś kocham siebie, że nikt nie musi kochać mnie bardziej ode mnie, chyba że Bóg, a jego dzieci Anioły niosą pomoc, której subtelność nie pozwala czasem jej zauważyć czy docenić od razu, po latach owszem, wzrasta świadomość i potęga subtelności obecności Aniołów, które przybierają postać żywych ludzi nie raz i nie dwa. Moje dzieci Gabriel, Juliusz, Nataniel to takie Anioły, które przebudziły mnie do życia, uratowały mi życie, podobnie jak duszki przyrody. Anioły sprowadziły mnie na duchową ścieżkę rozwoju i czuwały nawet gdy ja nie wierzyłam w ich moc, po latach zrozumiałam i zobaczyłam ich opiekuńcze działania. Anioły otworzyły mnie na sztukę, maluję do dziś, tworzę różnymi sposobami, a Gabriel pomaga tworzyć słowem, pomaga artystom. To pomogło mi dojść do siebie, pokochać i nauczyło cieszyć się życiem. Oto potęga subtelnej działalności Aniołów
Teraz mogę dodać, że kiedy patrzę w lustro, widzę najlepszego Anioła dla siebie, który pokocha mnie jak nikt. 😇
Bądźmy dla siebie samych najcudowniejszymi Aniołami.😇

 

Czas na przygodę w pełni lwa

Czas na Przygodę więc Ruszam w Drogę 🙂 

lew-kobieta-kosmosa
Lwia pełnia nastraja refleksyjnie, choć odczuwałam też uderzenia nieokiełznanych emocji i w miarę łagodnie sobie z nimi radziłam.
Lew, ten co mi się śni, to przypomina, żeby śmiało wyjść mu na przeciw zamiast chować się za drzewko czy czy plecki hi hi 😉 , nie uciekam, tyle dobrze 😀. Może go namaluję? Któż to wie 🙂 Przypomina o odnalezieniu wspólnego języka, indywidualnego porozumienia pełnego akceptacji czyli godzenia się z instynktami. Przyjęcie własnej mocy to dar, to czas uznania. Kiedy moc jest błogosławieństwem zrodzonym z uznania, zamiera walka, spokój staje się, czuć błogość w sercu. Promienieje łagodnością i bez wysiłku, czystym przypływem miłości… kiedy emocje przestają brać górę a napływa moc opanowania, przyjmowania rzeczy jakimi są, godzenia się ze swoją dzikością i wchodzenia w doświadczenia z poziomu miłości, to jest właściwa ścieżka. Nie chodzi o to, by zbijać w sobie instynkty lecz nauczyć się z nimi żyć. Jeśli trzeba czasem ryknąć, zagrzmieć to trzeba mieć moc, by to zrobić. Nie być biernym lecz żywą istotą, która nie zawaha się mieć w sobie moc a korzystać z niej dla swojego dobra i dobra istot czujących.
Moc miłości, moc słońca, moc Boga staje się… i Jego Czynione Jest, nie moje<3

Zapisz

Leśny krąg. Fotorelacja

las-krag-z-drzew-3977

Była sobie sobota, jeszcze taka jesienna wszak był to piąty listopad, gdy korzystając z bezdeszczowego dnia, rzuciłam wszystko i pojechałam do lasku. Moje myśli potrzebowały się wyciszyć a emocje ostygnąć więc stary mały las był dobra opcją. Liście pospadały z drzew zasłaniając utarte ścieżki, spacerowałam na nogach z rowerem u boku. W pewnej chwili zobaczyłam, że nie wiem gdzie jestem, tak byłam zamyślona. Brakowało mi słońca a niebo zasnute szarymi chmurami było takie ponure- przez prawie cały październik – dobrze że nie padał deszcz, później przyszedł, jak wróciłam do domu. Ten rok jest inny niż poprzednie, robię duuużo mniej zdjęć, tego dnia też nie nastawiałam się na super zdjęcia tylko na odpoczynek i wyciszenie w lesie.

I tym razem nauczyłam się pokory, że nie można być zbyt pewnym siebie, życie utrze noska, gdy tak myślę. Myślałam  że znam las dobrze a jednak przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem, gdy zniknęły ścieżki q kobiercem z liści. I nauczyłam się znowu, że czasem dobrze jest się zgubić, by się odnaleźć. I myślałam, że już mnie nic nie zaskoczy ale zaskoczyło.

paprocie-las-03987

W tym miejscu zagubienia zobaczyłam paprocie, no w lesie rosną zazwyczaj ale w tym lasku miejskim to niespotykana rzecz. Zachwyciłam się nimi i robiąc im zdjęcia przesuwałam się coraz dalej. Znalazłam grzybki, liście i……i krzaki czy drzewka ułożone w okrąg! Stałam zdziwiona i nie mogłam uwierzyć, że to prawda.las-krag-z-drzew-3977

Jestem w kręgu, natura sobie stworzyła koło a ja stałam sobie radośnie w jego środku. I cóż mogłam zrobić innego niż zamknąć oczy i odczuwać. Otworzyłam swoje serce i zaprosiłam Ducha w to miejsce, do tego kręgu, lasku, zwierząt i roślin, z wdzięcznością i dla dobra wszystkich czujących istot.I wtedy nad głową przeleciał samolot, jak zwiastun dobrych nowin, spełnienia marzeń, lekkości, wzniesienia… ostatnio przyniósł tak wiele dobrego.

Na koniec postanowiłam wrócić tu wiosną i latem, zobaczyć co za krzaczorki wyczarowały krąg. Zobaczę czy zapamiętałam znaki szczególne  żeby tu wrócić, bo jak obrosną listkami będą wyglądać inaczej a kręgu nie będzie widać.

samolot-nad-lasem-kregiem-03980

Potem pojechałam do bursztynowego zakątka lasu, ale już było zbyt ciemno by ujrzeć to piękno w pełnej klasie. Korony drzew bursztynowych na tle nieba. Trzy dni później w zachodzącym słońcu byłam tam i wkrótce pokażę zdjęcia.

korony-drzew-lasu-bursztynowego-4010

To doświadczenie z kręgiem było ze mną długo, nie miałam super objawień, miałam tylko uczucie, że wkrótce zrozumiem czym było dla mnie.

SEN

Przypomniał mi sen sprzed roku ale chyba na pewno dwóch lat. Gdy z ciemności, ze ścian, podłóg, sufitu czarnych jak smoła wyłaniały się lęki w postaci wilkołaków. Byłam w pozbawionym świateł domu, długim korytarzu. Ciekawe, we śnie się bałam ich, dopóki ich nie ujrzałam. Był tam szczur, ale nie był z tych strachów, obserwował, wskazał kierunek, jedząc coś z miski, gdzie dostrzegłam odblask światła więc tam uciekłam. (czasem trzeba naprawdę uważać na znaki tu szczur, bo w życiu te potrzebne, nie zawsze wyglądają pięknie, czasem są niemiłe ale są potrzebne a nie takie jak chcemy, więc trzeba być uważnym a nawet odważnym by posłuchać szeptu serca że to to ) Ciekawe jest dopiero dziś dla mnie to, że kiedy z ciemności formowały się lęki w postacie wilkołaków znikały czas i przestrzeń, ściany,podłogi, sufity, znikały pokoje i ściany domów… byłam pozbawiona realności, jakby znikły wszelkie granice tego świata, była nicość… tak się czuje umysł, gdy traci kontrolę ( znika ograniczenie, znikają bariery umysłu, przybliża się nieskończoność, wielowymiarowość wszechświata ). Obawiałam się wilkołaków wtedy, cofałam się zbierając przyjaciół- zwierzątka i ludzi chyba – do pokoju ze światłem. Było tam biurko i przestałam się cofać, nie było gdzie uciec, opierając się o biurko postanowiłam nie ruszyć się ani kroku dalej!. Tym bardziej, że był ze mną jeden z wilkołaków, czarny, piękny, duży. Kiedy wychodził że ściany zakrzyknęłam Arrar, czułam że to przyjaciel, postanowił mi pomóc ( oswoiłam lęk, otworzyłam się na niego a on działał już nie przeciwko mnie ale dla mnie, na moją korzyść dodając mocy a nie ujmując, gdy się oddaję lękowi tracę moc.). I przeniosłam się w miejsce zawieszone w przestrzeni w jasności. ( w przestrzeni serca, w polu miłości nie ma granic, jest tylko przestrzeń ). Stały tam krzesła ułożone w krąg taki z lekka elipsoidalny, były puste.  ( symbol krzeseł to zatrzymanie, zrozumienie siebie i zrozumienie że ważne jest odczuwanie wspólnoty sercem, odczuwanie nie osądza, nie ma wyobrażeń co do ludzi, ono odczuwa, trzeba otworzyć się na obecność innych istot) Tylko ja siedziałam na jednym z nich. I wilkołaki przeszły tu za mną, przestraszyłam się bardzo. Wtedy mój wilk zrobił mi psikusa. Wskoczył mi na kolana żeby mnie niby obronić, ale stał się malutki, słodki mały piesek mnie nie obroni!! I skoczył pierwszy czarny wilkołak a ja, o dziwo pełna spokoju wiedziałam już co zrobić. Podniosłam prawą rękę i dłonią dotknęłam zwierzaczka żeby z lekkością przerzucić go poza krąg, w światło. Zrozumiałam, że mój przyjaciel pokazał mi, że mogę sama zająć się swoimi lękami, bo mam taką moc.( ważne jest aby nie obwiniać innych lecz zobaczyć co dany lęk mówi do nas, w jaki sposób opowiada moją historię, z jakimi uczuciami i emocjami nas łączy w sobie, to rozpoznanie może być drogą do akceptacji że sami tworzymy lęki, że pochodzą też z rodu co znaczy że możemy je przyjąć do serca, zaakceptować te cienie, rozpoznać, uzdrowić, pozostać w wdzięczności bo to jest wolność ). Ten krąg krzeseł pomógł mi, mimo że nikogo nie widziałam, była tam obecność. Teraz wiem, co to za krąg, poznałam tych ludzi, krzesła już nie są puste. A sen stał się przesłaniem, które dziś rozumiem głębiej i szerzej,  gdyż stał się też przepowiednią, tego co się będzie działo, doświadczeń które przywiodą mnie do zrozumienia, rozpoznania snu przesłania, co próbowałam dziś oddać  choć to nie wszystko.

Przypomniało mi się, że kiedyś zapraszałam do serca ludzi, do kręgu. Było ognisko w jego środku i zapraszałam do niego, tych co kochałam, ludzi i istoty, zwierzęta.. oraz ludzi z którymi chciałam się dogadać, zapraszałam by ogrzali się ciepłem ognia. Takie tam proste medytacje wizualizacje. Wydawało się, że nie są ważne a jednak po latach czuję i widzę jak to było ważne. Im prostsze medytacje, wizualizacje tym lepsze i działają najlepiej. Teraz to wiem, widzę, czuję bardzo mocno. Bo ogień to ogień miłości, tej która pozwala zrozumieć tak wiele, pomaga wznieść ludzkie spojrzenie na ból, lęki i rozpacz na duchowy poziom, by z niego ogrzać i uzdrowić życie swoje, to zawsze ma być najpierwsze. Uzdrawiając siebie możemy pomóc innym.

Leśny krąg sprawił tak wiele… ale miałam stan, że nie miałam wizji, bo nie zawsze ważne jest widzenie obrazów czy słyszenie… ważne jest odczuwanie, ciszą otulenie, by wlało się światło we mnie, światło, czyli strumień informacji, które tylko serce odczyta. I cały ten czas dwóch tygodni było rozpakowawywaniem tego, na co się otworzyłam, przyjmowanie do świadomości i rozpoznawanie wiedzy dla mnie, dla rozwoju… tak żeby umysł zrozumiał i przyjął. I to wciąż trwa, dziś podzieliłam się pierwszymi odkryciami. Może okażą się inspiracją dla kogoś, przyniosą coś dobrego.

paprocie-krag-03957

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Khazad Dum czyli Moria w innej odsłonie. Refleksje

Khazad Dum czyli Tolkienowska Moria. Takie mi przyszło rozpoznanie:
Moria to Przejście przez własne piekło przekonań, spotkanie z prawdą, z własnym najmroczniejszym cieniem nieświadomego – to często jak spotkanie ze śmiercią, którą nie łatwo zabić – trzeba ją przyjąć bez walki, przyjąć co niesie dla uzdrowienia. A jednak, która przebudza do życia ale w prawdzie … aby stało się świadomym życiem, tym życiem we własnej czystej szacie pełnym wew. Blasku. Warto to przejść, wyjść z własnego piekła, warto odnaleźć siebie do życia miłości, w szczęściu, w zrozumieniu i akceptacji. Warto❤

Pierwszy raz przeczytałam Tolkiena książkę gdy miałam 17 lat i pokochałam świat fantasy, zachwyciłam się tym odkryciem jakbym odnalazła skarb niezwykły, to bardzo mi pomogło w życiu, dało nadzieję i przywróciło marzenia. Trylogia o pierścieniu była tą pierwszą i pozostała najukochańsza. Wracałam do niej przez lata wciąż od nowa zanurzając się w podróży Hobbitòw przez świat i przygód, które dzielili z przyjaciółmi. Teraz powracam do książki z innej strony, dostrzegam w niej wiele pięknych przesłań, którymi podzielę się od czasu do czasu. Oczywiście to moje subiektywne odczucia więc nie każdy może się z tym zgodzić, że tak postrzegam świat.

Zapisz

Co dzień inny dzień

Dzień z 17 września

Co dzień inny dzień… dziś poczułam się jakby mnie ktoś walnął pięścią w brzuch, poczułam atak paniki i wściekłości… i właściwie tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi, ale nie o kasę hi hi 😜w tym wypadku. No i wreszcie rozumiem to odczucie w brzuchu, tak nauka. I lekcja obserwacji siebie w tym stanie, to trudne kiedy akurat wszyscy w domu i trzeba się ogarnąć dla dobra rodziny. I jeszcze wyjaśnić o co chodzi, no nie wyjaśniam, zostawiam jak jest, trwam w poskramianiu złośnicy w sobie. Fala minęła i przyglądam się sobie dalej… odkrywam swoje emocje, aż było mi niedobrze ale są moje, potrzebuję je ogarnąć, choć nie fajnie mieć niefajne emocje… ale tak jest też prawdziwie. Pozostaje więc ogarnąć się, przeczesać grzywę i zjeść coś słodkiego pijąc kawę. A potem spacerek, zakupy i uśmiech, taki dla siebie, bo mam wyraźniejsze zmarszczki smutasa niż śmiejasa 😜

slonecznik-dziecko-dziewczynka

 

Zapisz

Majowe zielone trawy… medytacja serca

Majowe trawy i kwiaty na zielonych łąkach.
Łąki zielone to krajobraz w sercu umiłowany, pielęgnowany i wielbiony… codziennie wyobrażam sobie że stąpam po zielonych trawach czując kontakt z ziemią, cieszę się przestrzenią łąk rozciągających się aż po horyzont.
Kiedyś wymyśliłam sobie swoje Krainy Marzeń, leśną oazę i łąkową polanę. W czasie medytacji miałam spotkanie ze starą kobietą, wiedźmą… to był czas kiedy weszłam na ścieżkę przyjęcia w swoje serce tej starej kobiety, której nie akceptowałam. Była w wielkiej ciemności, weszłam tam do niej, uczyłam się z nią być, rozmawiać. Kilka razy wchodziłam w medytację aby nawiązała ze mną relację jakakolwiek. W międzyczasie wiele się działo w codziennym życiu, co przybliżało mnie do niej albo sama do siebie się zbliżałam. Bo wstydziłam się jej i nie uznawałam, wręcz brzydziłam się i nie chciałam mieć z nią doczynienia przez tak długi czas, a ona czekała i czekała aż wrócę do niej. Była na mnie zła ale za którymś razem podała mi dłoń. I powoli, bardzo powoli wychodziłyśmy z ciemności aż doszłyśmy do moich wyobrażonej łąki w przestrzeni serca. Chciałam zaprowadzić ją do mojej oazy leśnej w uzdrawiające miejsce ale poczułam wtedy jej bunt. Położyła się na łące i stwierdziła, że tu jest jej najlepiej na świecie! I za nic się stąd nie ruszy! To było ze trzy lata temu, rozpuściła się w tych łąkach a ja zyskałam mądrą, doświadczoną przyjaciółkę. Fakt, dawno z nią nie gadałam, ona długo milczała, nawet przestałam tam wchodzić na te łąki. A teraz ta relacja obywa się bez słów, ona się dzieje, w naturalny sposób oczywiście Emotikon smile.
Niedawno miałam zajęcia, na których powrócił temat łąk w bardziej głębszym aspekcie w czasie medytacji. I tak oto powróciłam do tego, czego zaprzestałam. Teraz jednak wykorzystuję ją efektywniej, codziennie zaglądam w przestrzeń serca wizualizując dodatkowo zielone łąki,to pozwala mi się bardziej wyciszyć. I oddycham tylko oddycham starając się obserwować oddech, myśli aż uzyskam ciszę.
A łąki zmaterializowały się… może i inne pragnienia serca i duszy na tych łąkach wymarzone też się zmaterializują Emotikon smile Ana Anilalah 16.05.2016