Tag: Refleksje

Aleja Siódmego Anioła… Czy wierzę w Anioły?

Zdjęcie użytkownika Ana Członka.

Parę dni temu otrzymałam książeczkę „Aleja Siódmego Anioła” jako nagrodę w konkursie „Czy wierzysz w Anioły…. Po przeczytaniu rozpłakałam się, gdyż pewne wątki dotykały mnie poruszając głęboko czułe struny duszy. Polecam i Dziękuję PrzeCzytajka.https://www.facebook.com/PrzeCzytajka/
W książce jest siódmy Anioł, Rozmarzony czy Rozmiłowany zaginiony… jego moc i tak działa a i on się znajduje dzięki dobrym sercom. Rozmarzony jak i mnie nazywano szczególnie w szkole, wciąż pozostaje rozmarzona. Dlatego polubiłam siódmego Anioła i bohaterów książki.
Oto mój komentarz:
„Czy wierzysz w Anioły i dlaczego? … bo było tak że nie wierzyłam w Boga ani Anioły i była ciemność w moim życiu… aż zaszłam w ciążę, bardzo bałam się mieć dzieci uważając że nie będę dobrą matką… lecz ciąża zmieniła wszystko, zmieniła mnie, poczułam że pragnę w coś wierzyć, wierzyć że coś mnie kocha bardziej, skoro mnie jest tak trudno siebie pokochać, tyle razy ratowały mi dosłownie życie, w ostatniej chwili, bosz jak ja się cieszę że żyję Pokochałam to dziecko w pod sercem noszone a wraz z nim otworzyłam się na Anioły, bo na Boga było mi trudniej, trudniej uwierzyć że mnie kocha. Przed porodem namalowałam pierwszego Anioła dla dziecka, żeby go chronił i nawet imię wybrałam Gabriel, nie wiedząc że on naprawdę opiekuje się dziećmi, nic nie wiedziałam o Aniołach, NIC, serce wiedziało, poczuło ich obecność, odebrało ich przesłanie. I oto Anioły podczas porodu, który miał być łatwy a stał się zagrażający życiu, one uratowały pierwszego syna, przeżył i żyje do dziś, nie wiem jak one to zrobiły ale zrobiły!. Anioły czuwały nad każdym porodem, trzeci był również zagrażający życiu i dlatego syn mam imię Nataniel( to imię usłyszałam w ciąży, głos powiedział te słowa a ja internecie sprawdziłam i znalazłam imię Nataniel). Anioły sprawiły że dziś kocham siebie, że nikt nie musi kochać mnie bardziej ode mnie, chyba że Bóg, a jego dzieci Anioły niosą pomoc, której subtelność nie pozwala czasem jej zauważyć czy docenić od razu, po latach owszem, wzrasta świadomość i potęga subtelności obecności Aniołów, które przybierają postać żywych ludzi nie raz i nie dwa. Moje dzieci Gabriel, Juliusz, Nataniel to takie Anioły, które przebudziły mnie do życia, uratowały mi życie, podobnie jak duszki przyrody. Anioły sprowadziły mnie na duchową ścieżkę rozwoju i czuwały nawet gdy ja nie wierzyłam w ich moc, po latach zrozumiałam i zobaczyłam ich opiekuńcze działania. Anioły otworzyły mnie na sztukę, maluję do dziś, tworzę różnymi sposobami, a Gabriel pomaga tworzyć słowem, pomaga artystom. To pomogło mi dojść do siebie, pokochać i nauczyło cieszyć się życiem. Oto potęga subtelnej działalności Aniołów
Teraz mogę dodać, że kiedy patrzę w lustro, widzę najlepszego Anioła dla siebie, który pokocha mnie jak nikt. 😇
Bądźmy dla siebie samych najcudowniejszymi Aniołami.😇

 

Reklamy

Czas na przygodę w pełni lwa

Czas na Przygodę więc Ruszam w Drogę 🙂 

lew-kobieta-kosmosa
Lwia pełnia nastraja refleksyjnie, choć odczuwałam też uderzenia nieokiełznanych emocji i w miarę łagodnie sobie z nimi radziłam.
Lew, ten co mi się śni, to przypomina, żeby śmiało wyjść mu na przeciw zamiast chować się za drzewko czy czy plecki hi hi 😉 , nie uciekam, tyle dobrze 😀. Może go namaluję? Któż to wie 🙂 Przypomina o odnalezieniu wspólnego języka, indywidualnego porozumienia pełnego akceptacji czyli godzenia się z instynktami. Przyjęcie własnej mocy to dar, to czas uznania. Kiedy moc jest błogosławieństwem zrodzonym z uznania, zamiera walka, spokój staje się, czuć błogość w sercu. Promienieje łagodnością i bez wysiłku, czystym przypływem miłości… kiedy emocje przestają brać górę a napływa moc opanowania, przyjmowania rzeczy jakimi są, godzenia się ze swoją dzikością i wchodzenia w doświadczenia z poziomu miłości, to jest właściwa ścieżka. Nie chodzi o to, by zbijać w sobie instynkty lecz nauczyć się z nimi żyć. Jeśli trzeba czasem ryknąć, zagrzmieć to trzeba mieć moc, by to zrobić. Nie być biernym lecz żywą istotą, która nie zawaha się mieć w sobie moc a korzystać z niej dla swojego dobra i dobra istot czujących.
Moc miłości, moc słońca, moc Boga staje się… i Jego Czynione Jest, nie moje<3

Zapisz

Leśny krąg. Fotorelacja

las-krag-z-drzew-3977

Była sobie sobota, jeszcze taka jesienna wszak był to piąty listopad, gdy korzystając z bezdeszczowego dnia, rzuciłam wszystko i pojechałam do lasku. Moje myśli potrzebowały się wyciszyć a emocje ostygnąć więc stary mały las był dobra opcją. Liście pospadały z drzew zasłaniając utarte ścieżki, spacerowałam na nogach z rowerem u boku. W pewnej chwili zobaczyłam, że nie wiem gdzie jestem, tak byłam zamyślona. Brakowało mi słońca a niebo zasnute szarymi chmurami było takie ponure- przez prawie cały październik – dobrze że nie padał deszcz, później przyszedł, jak wróciłam do domu. Ten rok jest inny niż poprzednie, robię duuużo mniej zdjęć, tego dnia też nie nastawiałam się na super zdjęcia tylko na odpoczynek i wyciszenie w lesie.

I tym razem nauczyłam się pokory, że nie można być zbyt pewnym siebie, życie utrze noska, gdy tak myślę. Myślałam  że znam las dobrze a jednak przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem, gdy zniknęły ścieżki q kobiercem z liści. I nauczyłam się znowu, że czasem dobrze jest się zgubić, by się odnaleźć. I myślałam, że już mnie nic nie zaskoczy ale zaskoczyło.

paprocie-las-03987

W tym miejscu zagubienia zobaczyłam paprocie, no w lesie rosną zazwyczaj ale w tym lasku miejskim to niespotykana rzecz. Zachwyciłam się nimi i robiąc im zdjęcia przesuwałam się coraz dalej. Znalazłam grzybki, liście i……i krzaki czy drzewka ułożone w okrąg! Stałam zdziwiona i nie mogłam uwierzyć, że to prawda.las-krag-z-drzew-3977

Jestem w kręgu, natura sobie stworzyła koło a ja stałam sobie radośnie w jego środku. I cóż mogłam zrobić innego niż zamknąć oczy i odczuwać. Otworzyłam swoje serce i zaprosiłam Ducha w to miejsce, do tego kręgu, lasku, zwierząt i roślin, z wdzięcznością i dla dobra wszystkich czujących istot.I wtedy nad głową przeleciał samolot, jak zwiastun dobrych nowin, spełnienia marzeń, lekkości, wzniesienia… ostatnio przyniósł tak wiele dobrego.

Na koniec postanowiłam wrócić tu wiosną i latem, zobaczyć co za krzaczorki wyczarowały krąg. Zobaczę czy zapamiętałam znaki szczególne  żeby tu wrócić, bo jak obrosną listkami będą wyglądać inaczej a kręgu nie będzie widać.

samolot-nad-lasem-kregiem-03980

Potem pojechałam do bursztynowego zakątka lasu, ale już było zbyt ciemno by ujrzeć to piękno w pełnej klasie. Korony drzew bursztynowych na tle nieba. Trzy dni później w zachodzącym słońcu byłam tam i wkrótce pokażę zdjęcia.

korony-drzew-lasu-bursztynowego-4010

To doświadczenie z kręgiem było ze mną długo, nie miałam super objawień, miałam tylko uczucie, że wkrótce zrozumiem czym było dla mnie.

SEN

Przypomniał mi sen sprzed roku ale chyba na pewno dwóch lat. Gdy z ciemności, ze ścian, podłóg, sufitu czarnych jak smoła wyłaniały się lęki w postaci wilkołaków. Byłam w pozbawionym świateł domu, długim korytarzu. Ciekawe, we śnie się bałam ich, dopóki ich nie ujrzałam. Był tam szczur, ale nie był z tych strachów, obserwował, wskazał kierunek, jedząc coś z miski, gdzie dostrzegłam odblask światła więc tam uciekłam. (czasem trzeba naprawdę uważać na znaki tu szczur, bo w życiu te potrzebne, nie zawsze wyglądają pięknie, czasem są niemiłe ale są potrzebne a nie takie jak chcemy, więc trzeba być uważnym a nawet odważnym by posłuchać szeptu serca że to to ) Ciekawe jest dopiero dziś dla mnie to, że kiedy z ciemności formowały się lęki w postacie wilkołaków znikały czas i przestrzeń, ściany,podłogi, sufity, znikały pokoje i ściany domów… byłam pozbawiona realności, jakby znikły wszelkie granice tego świata, była nicość… tak się czuje umysł, gdy traci kontrolę ( znika ograniczenie, znikają bariery umysłu, przybliża się nieskończoność, wielowymiarowość wszechświata ). Obawiałam się wilkołaków wtedy, cofałam się zbierając przyjaciół- zwierzątka i ludzi chyba – do pokoju ze światłem. Było tam biurko i przestałam się cofać, nie było gdzie uciec, opierając się o biurko postanowiłam nie ruszyć się ani kroku dalej!. Tym bardziej, że był ze mną jeden z wilkołaków, czarny, piękny, duży. Kiedy wychodził że ściany zakrzyknęłam Arrar, czułam że to przyjaciel, postanowił mi pomóc ( oswoiłam lęk, otworzyłam się na niego a on działał już nie przeciwko mnie ale dla mnie, na moją korzyść dodając mocy a nie ujmując, gdy się oddaję lękowi tracę moc.). I przeniosłam się w miejsce zawieszone w przestrzeni w jasności. ( w przestrzeni serca, w polu miłości nie ma granic, jest tylko przestrzeń ). Stały tam krzesła ułożone w krąg taki z lekka elipsoidalny, były puste.  ( symbol krzeseł to zatrzymanie, zrozumienie siebie i zrozumienie że ważne jest odczuwanie wspólnoty sercem, odczuwanie nie osądza, nie ma wyobrażeń co do ludzi, ono odczuwa, trzeba otworzyć się na obecność innych istot) Tylko ja siedziałam na jednym z nich. I wilkołaki przeszły tu za mną, przestraszyłam się bardzo. Wtedy mój wilk zrobił mi psikusa. Wskoczył mi na kolana żeby mnie niby obronić, ale stał się malutki, słodki mały piesek mnie nie obroni!! I skoczył pierwszy czarny wilkołak a ja, o dziwo pełna spokoju wiedziałam już co zrobić. Podniosłam prawą rękę i dłonią dotknęłam zwierzaczka żeby z lekkością przerzucić go poza krąg, w światło. Zrozumiałam, że mój przyjaciel pokazał mi, że mogę sama zająć się swoimi lękami, bo mam taką moc.( ważne jest aby nie obwiniać innych lecz zobaczyć co dany lęk mówi do nas, w jaki sposób opowiada moją historię, z jakimi uczuciami i emocjami nas łączy w sobie, to rozpoznanie może być drogą do akceptacji że sami tworzymy lęki, że pochodzą też z rodu co znaczy że możemy je przyjąć do serca, zaakceptować te cienie, rozpoznać, uzdrowić, pozostać w wdzięczności bo to jest wolność ). Ten krąg krzeseł pomógł mi, mimo że nikogo nie widziałam, była tam obecność. Teraz wiem, co to za krąg, poznałam tych ludzi, krzesła już nie są puste. A sen stał się przesłaniem, które dziś rozumiem głębiej i szerzej,  gdyż stał się też przepowiednią, tego co się będzie działo, doświadczeń które przywiodą mnie do zrozumienia, rozpoznania snu przesłania, co próbowałam dziś oddać  choć to nie wszystko.

Przypomniało mi się, że kiedyś zapraszałam do serca ludzi, do kręgu. Było ognisko w jego środku i zapraszałam do niego, tych co kochałam, ludzi i istoty, zwierzęta.. oraz ludzi z którymi chciałam się dogadać, zapraszałam by ogrzali się ciepłem ognia. Takie tam proste medytacje wizualizacje. Wydawało się, że nie są ważne a jednak po latach czuję i widzę jak to było ważne. Im prostsze medytacje, wizualizacje tym lepsze i działają najlepiej. Teraz to wiem, widzę, czuję bardzo mocno. Bo ogień to ogień miłości, tej która pozwala zrozumieć tak wiele, pomaga wznieść ludzkie spojrzenie na ból, lęki i rozpacz na duchowy poziom, by z niego ogrzać i uzdrowić życie swoje, to zawsze ma być najpierwsze. Uzdrawiając siebie możemy pomóc innym.

Leśny krąg sprawił tak wiele… ale miałam stan, że nie miałam wizji, bo nie zawsze ważne jest widzenie obrazów czy słyszenie… ważne jest odczuwanie, ciszą otulenie, by wlało się światło we mnie, światło, czyli strumień informacji, które tylko serce odczyta. I cały ten czas dwóch tygodni było rozpakowawywaniem tego, na co się otworzyłam, przyjmowanie do świadomości i rozpoznawanie wiedzy dla mnie, dla rozwoju… tak żeby umysł zrozumiał i przyjął. I to wciąż trwa, dziś podzieliłam się pierwszymi odkryciami. Może okażą się inspiracją dla kogoś, przyniosą coś dobrego.

paprocie-krag-03957

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Khazad Dum czyli Moria w innej odsłonie. Refleksje

Khazad Dum czyli Tolkienowska Moria. Takie mi przyszło rozpoznanie:
Moria to Przejście przez własne piekło przekonań, spotkanie z prawdą, z własnym najmroczniejszym cieniem nieświadomego – to często jak spotkanie ze śmiercią, którą nie łatwo zabić – trzeba ją przyjąć bez walki, przyjąć co niesie dla uzdrowienia. A jednak, która przebudza do życia ale w prawdzie … aby stało się świadomym życiem, tym życiem we własnej czystej szacie pełnym wew. Blasku. Warto to przejść, wyjść z własnego piekła, warto odnaleźć siebie do życia miłości, w szczęściu, w zrozumieniu i akceptacji. Warto❤

Pierwszy raz przeczytałam Tolkiena książkę gdy miałam 17 lat i pokochałam świat fantasy, zachwyciłam się tym odkryciem jakbym odnalazła skarb niezwykły, to bardzo mi pomogło w życiu, dało nadzieję i przywróciło marzenia. Trylogia o pierścieniu była tą pierwszą i pozostała najukochańsza. Wracałam do niej przez lata wciąż od nowa zanurzając się w podróży Hobbitòw przez świat i przygód, które dzielili z przyjaciółmi. Teraz powracam do książki z innej strony, dostrzegam w niej wiele pięknych przesłań, którymi podzielę się od czasu do czasu. Oczywiście to moje subiektywne odczucia więc nie każdy może się z tym zgodzić, że tak postrzegam świat.

Zapisz

Co dzień inny dzień

Dzień z 17 września

Co dzień inny dzień… dziś poczułam się jakby mnie ktoś walnął pięścią w brzuch, poczułam atak paniki i wściekłości… i właściwie tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi, ale nie o kasę hi hi 😜w tym wypadku. No i wreszcie rozumiem to odczucie w brzuchu, tak nauka. I lekcja obserwacji siebie w tym stanie, to trudne kiedy akurat wszyscy w domu i trzeba się ogarnąć dla dobra rodziny. I jeszcze wyjaśnić o co chodzi, no nie wyjaśniam, zostawiam jak jest, trwam w poskramianiu złośnicy w sobie. Fala minęła i przyglądam się sobie dalej… odkrywam swoje emocje, aż było mi niedobrze ale są moje, potrzebuję je ogarnąć, choć nie fajnie mieć niefajne emocje… ale tak jest też prawdziwie. Pozostaje więc ogarnąć się, przeczesać grzywę i zjeść coś słodkiego pijąc kawę. A potem spacerek, zakupy i uśmiech, taki dla siebie, bo mam wyraźniejsze zmarszczki smutasa niż śmiejasa 😜

slonecznik-dziecko-dziewczynka

 

Zapisz

Majowe zielone trawy… medytacja serca

Majowe trawy i kwiaty na zielonych łąkach.
Łąki zielone to krajobraz w sercu umiłowany, pielęgnowany i wielbiony… codziennie wyobrażam sobie że stąpam po zielonych trawach czując kontakt z ziemią, cieszę się przestrzenią łąk rozciągających się aż po horyzont.
Kiedyś wymyśliłam sobie swoje Krainy Marzeń, leśną oazę i łąkową polanę. W czasie medytacji miałam spotkanie ze starą kobietą, wiedźmą… to był czas kiedy weszłam na ścieżkę przyjęcia w swoje serce tej starej kobiety, której nie akceptowałam. Była w wielkiej ciemności, weszłam tam do niej, uczyłam się z nią być, rozmawiać. Kilka razy wchodziłam w medytację aby nawiązała ze mną relację jakakolwiek. W międzyczasie wiele się działo w codziennym życiu, co przybliżało mnie do niej albo sama do siebie się zbliżałam. Bo wstydziłam się jej i nie uznawałam, wręcz brzydziłam się i nie chciałam mieć z nią doczynienia przez tak długi czas, a ona czekała i czekała aż wrócę do niej. Była na mnie zła ale za którymś razem podała mi dłoń. I powoli, bardzo powoli wychodziłyśmy z ciemności aż doszłyśmy do moich wyobrażonej łąki w przestrzeni serca. Chciałam zaprowadzić ją do mojej oazy leśnej w uzdrawiające miejsce ale poczułam wtedy jej bunt. Położyła się na łące i stwierdziła, że tu jest jej najlepiej na świecie! I za nic się stąd nie ruszy! To było ze trzy lata temu, rozpuściła się w tych łąkach a ja zyskałam mądrą, doświadczoną przyjaciółkę. Fakt, dawno z nią nie gadałam, ona długo milczała, nawet przestałam tam wchodzić na te łąki. A teraz ta relacja obywa się bez słów, ona się dzieje, w naturalny sposób oczywiście Emotikon smile.
Niedawno miałam zajęcia, na których powrócił temat łąk w bardziej głębszym aspekcie w czasie medytacji. I tak oto powróciłam do tego, czego zaprzestałam. Teraz jednak wykorzystuję ją efektywniej, codziennie zaglądam w przestrzeń serca wizualizując dodatkowo zielone łąki,to pozwala mi się bardziej wyciszyć. I oddycham tylko oddycham starając się obserwować oddech, myśli aż uzyskam ciszę.
A łąki zmaterializowały się… może i inne pragnienia serca i duszy na tych łąkach wymarzone też się zmaterializują Emotikon smile Ana Anilalah 16.05.2016

Wspominkowo- dłoń na niebie i zarządzanie sobą

Wspominkowo, dodam do tego, że to przesłanie żeby nauczyć się zarządzać sobą… myślami, uczuciami, emocjami czyli zaopiekowanie się z poziomu samej siebie tym, czym jestem… odzyskać siebie aby tworzyć nową rzeczywistość, kreować artystycznie i przekazywać tylko, to co wiem. 14.05.2016 Ana

„Niebo zawołało weź swoje szczęście w dłonie, zobacz możesz to zrobić i całe niebo jest z Tobą… to co serce śpiewało wtedy nieśmiało jeszcze nie przyjmowałam za pewnik ale wszystko wokół wołało uwierz w cuda… wiele niebo mi pokazało a słońce przyciągało niczym magnes i tak dłoń boga ujrzałam a w niej skarb. Skarb mego życia wzięłam w swe dłonie, odnalazłam w samej sobie cudów moc. Niebo przygotowało mnie na najtrudniejszy kawałek drogi do siebie, drogi wyzwolenia i odnalezienia mocy i wiele innych skarbów mego życia. Niebo zapłonęło niczym ogień i ukształtowało wieść od ducha mego.
Zdjęcie zrobiłam 18.09.2012 niedługo po przeprowadzce do Warszawy. Zachód słońca Dłoń trzymająca kulę. Zdjęcie jest pokolorowane w phtoshopie” Ana Anilalah 27.09.2014

Niebo,chmury, dłoń, kula , szczęście w moej dłoni

Zapisz

Wspomnieniowo- kosmiczna podróż surfera

Kiedyś była ta notka na blogu, który „niechcący” się zlikwidował.

„Dodam coś z przed roku… pisałam te słowa w grudniu 2012… napisałam o czym marzę i co czuję i to się spełniło… marzenia sie spełniają :)))
(..) Znalazłam kilka zapisków ze snami… może i nie trzeba przywiązywać się do snów ale można z nich wyciągnąć esencję, obrać ziarna z plew by odnaleźć przekaz dla mnie ważny… teraz serce zwróciło mą uwagę na sny i widzę je zupełnie inaczej niż kiedyś.
Podróże pociągami wiele razy mi się śniły ale jeden sen mówił o samotnej  podróży niezwykłym świetlistym pociągiem kosmicznym do pewnego miejsca- miejsce pełne światła i wiedzy… pobrałam chyba nauki i zdecydowałam się na powrót, chciano mi przeszkodzić i odebrać mi dar ale przetrwałam dzięki determinacji… nazwałam go NadŚwietlnym  Kosmicznym pociągiem, wtedy podróżowałam samotnie ale  lubię podróże w Towarzystwie, całe życie za tym tęskniłam a teraz czuję, że moi kochani Towarzysze Podróży są za Mną. Pozdrawiam moją Rodzinę Duchową, Nasze serca wiedzą wszystko. Podróż pociągiem jest mi miła, bo w dzieciństwie podróżowałam lokomotywą przez piękne tereny na wakacje… uwielbiałam oglądać krajobrazy i mogłam tak godzinami patrzeć i kontemplować w milczeniu. Mijałam lasy, góry, pola… przejeżdżaliśmy mostami wysoko, bardzo wysoko nad ziemią i mijaliśmy kilka tuneli.
Teraz czuję się znowu jakbym była w podróży ale kosmicznej.  W innym śnie podróżowałam przez wielki ocean ze świetlistego miejsca po przeczytaniu Ramaathis Mam „Krom”:   w rozdziale Nowy Duchowy Paradygmat opisana była kwitnąca metropolia z Wielką Kosmiczną świątynią. Moja świadomość śnienia włączyła się kiedy byłam już w drodze powrotnej. To oznacza że bywałam w Świetlistych miejscach by się uczyć, bo wybrałam życie na Ziemi i Tworzenie Nowej Ziemi. A wiedza pewnie się uaktywni w swoim czasie a  pewne sprawy już się dzieją. Miałam sny w których mówiłam NIE! wojskowym i diabłu i takim tam.  W snach moja odwaga była Odwagą Niezłomną… Jak na Prawdziwą Bohaterkę Przystało byłam Tą która Słucha Serca i Wierzy w Siebie  Bezwarunkowo –  raczej nie byłam nigdy typem wojownika i miałam wiele lęków, przeciwieństwo snu ale to się zaczęło zmieniać, bo sny były przygotowaniem do zmian, Zmian w Sobie. Przebudzenie i Odrodzenie następowało etapami… a moja Dusza mnie przygotowywała w snach… kiedy podjęłam decyzję by wejść w Serce, by zaakceptować  Siebie i BYĆ SOBĄ PRAWDZIWĄ wszystko zaczęło się składać w całość… wiedza zakotwiczona w sercu zaczęła być dla mnie zrozumiała, pojmuję ją sercem czyli “wiedzeniem”. Z każdej podróży wracałam z darem bo każda Podróż Odmienia…
Im bardziej nawarstwiały się trudne sytuacje tym mocniej byłam przekonana o braku powrotu do przeszłości, kiedy wydawało mi się że moje serce pęknie z bólu a “świat mój się skończył dokonałam Przełomu. Postanowiłam zrobić to, co sprawia mi Radość, co Serce Podpowiada bez oglądania się na innych… Odważyłam się pójść za Głosem Serca… Kiedyś wyobrażałam sobie, że wchodzę na wysoką górę i stoję na krawędzi przepaści… wyobrażałam sobie, że soję z rozpostartymi  ramionami a wiatr owiewa mnie całą i dalej marzyłam, że płynę sobie w powietrzu a raczej moja dusza. Marzyłam aż zobaczyłam zdjęcie… i poczułam sie jak ten Kosmiczny Surfer przed podjęciem pierwszego kroku i podjęłam decyzję że ruszam w podróż  z falą ku Swoim Kosmicznym Przestrzeniom W SERCU…
…zrobiłam krok naprzód i nastąpił początek Wielkiej Podróży… poddałam  się wiatrom a zaufanie położyłam w sercu i choć trudy są nadal to zupełnie inaczej sobie z nimi radzę bo Radość i Miłość dodają mi sił i wiary i Mocy… I nie tylko to, pozwalając Odejść i Sama Odchodząc tworzę przestrzeń wolności dla siebie i innych… poczułam obecność Miłości do Siebie i innych do mnie… wtedy mogłam poczuć obecność Rodziny Duchowej tej o której śniłam… ONI SĄ ZAWSZE BYLI… TERAZ JA TEŻ BŁYSZCZĘ SWOIM ŚWIATŁEM POŚRÓD NICH (…)
Dlatego kiedy otworzy się Okno Czasu 21.22.23 grudzień będę skoncentrować się na sercu i swoich marzeniach o Nowej Sobie i Nowej Ziemi z Ziemią razem. Wspomnienia, sny, wizje były drogą prowadzącą do połączenia się wszystkich nici życia w jedno. Bo ze starego rodzi się nowe w moim sercu.
Będę tworzyć, Marzyć, Żyć Moim Niebem Na Ziemi
Tworzę, Marzę, Żyję Moim Niebem Na Ziemi <3″

Wspomnieniowo- inspiracja fotgrafią

Odnalazłam ten tekst z przed 3 lat i postanowiłam się nim podzielić, kocham takie inspiracje ❤ :
Zastanawiałam się nad tym, co mnie w tym zdjęciu urzekło, poruszyło czułe struny w sercu, bardzo głęboko to odczułam. Przyszło mi mandala… kolorowa mandala światła rozszczepionego przy spotkaniu z roślinką czyli materią… poczułam jakby obejmowała mnie Miłość Stwórcy a może Anioła czy Mojej Jaźni ?… tulona w dłoniach niczym bezcenny skarb … światło nie ma granic ale kiedy wnika w nas tworzy piękno, żywe piękno… staje się kolorowym światłem pełnym miłości i wyrażam ją na swój sposób, ona wypływa ze środka… ale dookoła mnie jest również, łączy się z innymi światełkami… Jestem Mandalą Życia… a natura tak pięknie odpowiada mi a może opowiada i podpowiada jak mogę swoją Mandalę Życia upiększać, uzdrawiać i wnosić w nią radość i miłość i wsparcie dla siebie samej… a wszechświat odpowiada na to i odwzajemnia moją wewnętrzną Mandalę Życia… w naturze odnajduję konwersację ze Stwórcą i swoja duszą, to potężna siła inspiracji… odczuwam też lepiej obecność tylu pięknych Dusz… uśmiechamy się do siebie nawet się nie widząc, to się po prostu czuje… to się wie… to się dzieje… i już 🙂  08.02.2013
 rośliny, słońce i pyłek , białe i odblask kolor 007roślina brąz kolor tęcz lubków

Zapisz

Widokówki z podóży II-ścieżki bez ścieżek

Wyszłam na spacer ( czas ferii zimowych na wyjeździe ) bez celu, wybrałam kierunek bez ścieżek, prawie bez ,bo pojawiał się i znikał na początku. Kiedy weszłam między drzewa tuż za laskiem brzózek poczułam,że przeszłam przez bramę do zaczarowanej krainy. I od teraz będę szła kierowana potrzebą serca, jego impulsem. A to oznacza rezygnację z utartych szlaków.

las drzewa brama Lubków 021

Wydawało się, że nic ciekawego się nie zdarzy. A tu lasek modrzewiowy, a tu polaneczka gdzieś a za nią mur z krzaków pełnych kolców. Poszłam mimo wszystko przez zasieki idąc na przód. Zaskoczyło mnie,że znalazłam kamyk,tai kwarc. Zapytałam czy mogę go wziąć oczywiście Przyszła mi myśl, że kiedy znajdę inny ten zostawię a wezmę następny.

las drzew modrzew Lubków 025

I tak od kamyka do kamyka,od drzewa do drzewa weszłam w las , gdzie przede wszystkim świerki królowały. Pod jednym z nich w ziemi był kamyczek. Bardzo mi się spodobał taki biały, z wzorkiem otulony ziemią tuż przy drzewie. Poczułam się szczęśliwa. Zostawiłam przy nim kamyczek niesiony w dłoni.

kamień kwarc pod drzewem w ziemi Lubków 029

Zawiał wiatr,zaszumiały gałęzie wysoko w koronach drzew i ten dźwięk przywiódł mnie do gromadki,otaczającej maleńką przestrzeń polaneczki. Zasłuchałam się w tę pieśń śpiewną przez drzewa i wiatr, zapatrzyłam w górę. I nagle coś ujrzałam, cień przemknął za drzewami. Stojąc cicho zaczęłam szukać i znalazłam, kilka małych dzików. Nie czekałam na lochę, zwiałam pod drzewa i przyczajona obserwowałam co się dzieje. Miałam troszkę stracha nie powiem ale zwierzęta poszły w  lewo a ja w prawo. Bardzo chciałam pójść prosto, tam chciałam dotrzeć do ciekawego zakątka. Ale wybrałam inną drogę, byłam trochę zrezygnowana i bardzo czuła na hałasy z lasu. I szłam ku brzegowi lasu, który miał zakończyć moją wycieczkę i powrót miedzą i polami. I ten koniec mnie zaskoczył.

Spotkałam głazy, kamienie ciemne a w nich wrośnięte piękne białawe kwarce. Nie widziałam takiego cuda nigdy w życiu. Tutaj się wyciszyłam, otworzyłam na to, co chwila ze sobą niosła, nie analizowałam, tylko zanurzyłam w tej obecności, zniknęłam w niej. Dla mnie są zachwycające 🙂

głazy kamień kwarce bużka Lubków 036

Moja dłoń dotknęła kamienia, poczułam miękką mokrą gąbeczkę mchu, to sprawiło że spojrzałam w to miejsce. No zobaczyłam przecudną Bużkę, poczułam jakbym spotkała przyjaciela. Uwielbiam go 🙂

kwarcowa buzia kamień Lubków, bużka 038

Nie mogłam się oprzeć 🙂 :*

Ana bużka kwarc mech kamień głaz Lubków 047

I jak ja nie mogłam to i moi cisi podróżnicy też nie mogli tym razem. Jak nigdy przypomniałam sobie, że są ze mną. I że chcą być na skale, więc bez zdjęcia się nie obeszło.

kamień, minrały, kule moqui Lubków 040

Rozmyślałam nad tą moją drogą. Doszłam do wniosku że dobrze jest spodziewać się niespodziewanego odpuszczając sobie trzymanie się kurczowo swoich wizji. Bywa, że wyobrażenie, marzenie jest tylko „chceniem” i jeśli trzymamy się tego, tracimy z oczu rzeczywistą potrzebę serca,bo skromna i nie tak kolorowa czasem, jakby się chciało.

Tak jak ze ścieżką, gdy czujemy że musimy z niej zejść dla naszego dobra, nie wiedząc czemu. To budzi wielkie emocje czasem taka rezygnacja, oddanie steru nie umysłowi lecz sercu. I nawet oddawanie się sercu też trzeba zrozumieć, bo ono nie bywa takie jak sobie wyobrażamy więc wymaga poznania w sobie i to głębokiego.

I nad tym rozmyślałam, żebym mogła widzieć i czuć te potrzeby serca, być w zgodzie z nimi, mieć zrozumienie.  To taka nieznana znana ścieżka, tu nie ma szlaku, wytycznych. Tu odkrywa się prawdę o sobie, mierzy z własnymi wyobrażeniami, wzorcami i nawykami. I jeśli nauczymy się słuchać podszeptów serca zaczniemy czuć, że idziemy drogą w zgodzie ze sobą, nawet jeśli chwilowo nikogo z nami nie ma, to nie jesteśmy sami. Świat przemawia obrazami, serca hologramami rzutowanymi na zewnątrz. Wszystko mówi, to tylko kwestia właściwego odbioru. I ufności, że to ma sens, że niesie prawdę wyzwolenia z ograniczenia a nie dobicia nas.

W każdym spotkaniu jest pełen miłości pierwiastek boski, mądrość i światło zrozumienia; duszy odsłonienia i scalenia w Jedno, co było rozdzielone i brakiem miłości ziało teraz wypełniło się blaskiem. To jest nagrodą, oświecenia duszy które do Ducha wiodą różnymi ścieżkami, drogami bez dróg sercem widzianych, sercem odczuwanych.

 

 

Zapisz

Zapisz