Miesiąc: Sierpień 2018

Kręgi Kamienne Węsiory na Kaszubach. Kamienie mają twarze.

Węsiory a w nich Kamienne Kręgi, kiedy tylko jestem na Kaszubach odwiedzam to miejsce, w tym roku jakoś było szczególnie w tym miejscu. Pojechałam tam dokładnie w dniu zaćmienia księżyca( 07.27) , wieczorem kiedy było już mało ludzi. księżyc czerwony 339

Podeszłam do największego kręgu i stanęłam przy trzech kamieniach próbując otworzyć się na przepływ energii, abym była kanałem przez który płynie energia dla tego miejsca, bo nie zawsze trzeba brać a można też coś z siebie dać. Starałam się nie dotykać kamieni, żeby nie niszczyć tych roślinek ale w pewnym momencie skłoniłam głowę i położyłam niemal na kamieniu a raczej w zagłębieniu, wtedy zobaczyłam niebieską barwę, piękną jak kolor błękitnego przeźroczystego morza. Potem poszliśmy do kręgu, gdzie jest wiele kamieni, to krąg gdzie można poczuć mocny przepływ energii, nawet mój mąż który nie zajmuje się takimi sprawami, poczuł coś niesamowitego, kiedy tylko usiadł i przez chwilę się wyciszył. Byliśmy sami do czasu kiedy przyszły osoby, jedna z nich zaczęła bębnić, poczułam że wnosi chaos w to miejsce, naprawdę lubię dźwięk bębnów lecz nie każdy ma moc by mówić czy przekazywać coś dobrego za ich pomocą, więc ruszyłam do następnego kręgu. I za chwilę oni za nami, no poczułam się dziwnie ale cóż, na chwilę się zatrzymałam w środku i pomedytowałam ale nie czułam się najlepiej z tymi ludźmi więc poszłam dalej. Wychodząc zauważyłam że głazy mają w sobie postacie, twarze i zrobiłam im zdjęcia, niestety niewyraźne. Te twarze nie dawały mi spokoju, ta chwila gdy je zauważyłam była jakaś szczególna, poczułam więź z tym miejscem, mimo że odwiedzałam na przestrzeni lat inne kręgi, to Węsiory stały się tego dnia szczególne. Żeby zostawić coś po sobie, układałam z szyszek i gałązek wzorki, taki mój dar wdzięczności, bo nie zawsze trzeba tylko brać, dobrze jest też coś dać ❤

Kamienie mają twarze, więc wróciłam w dniu wyjazdu wiedziona niesamowitą potrzebą, tęsknotą i chęcią spełnienia rytuału, który zrodził się w moim sercu. Weszłam z intencją dotknięcia każdego kamienia, jakbym witała się z każdym głazem, drugą dłoń miałam na sercu jakby się przedstawiała, nie wiem dlaczego ale właśnie tak chciałam zrobić i zrobiłam. Zrobiłam tez zdjęcia głazów, w których dostrzegła twarze, to było niesamowite uczucie widzieć te twarze jakby kamienie były istotami w nich zaklętymi, które przemówiły  w ten sposób do mnie, nawiązały komunikację. Może kiedyś zrozumiem, co chciały mi przekazać. ❤

 

Reklamy

Stare drzewa w Żukówku, Kaszuby

Mała wycieczka wokół Jeziora Żukówko, raptem ponad 10 km, przez las w większości oprócz ostatnich kilometrów. Przez jezioro przepływa rzeka Słupia, dzięki niej w jeziorze często bywają zimne prądy, naprawdę można się schłodzić. Wzdłuż rzeki są przygotowane miejsca postojowe dla kajakarzy, sama płynęłam kilka razy rzeką Słupią, nie jest łatwo nią płynąć w miejscu, gdzie jest rezerwat i wiele drzew leży po wichurach, prawdziwa przygoda w przepływaniu pod konarami, przenoszeniu kajaków.

Spacer pod koniec był o tyle trudny, że było ze trzy kilometry pod górę, wlokłam się niemiłosiernie, zmęczenie dawało sobie mocno znać, nie miałam sił. A tu po drodze w wiosce Żukówko znalazłam cień w niezwykłym miejscu, to stary ewangelicki cmentarz, gdzie stoją drzewa pomniki. Usiadłam sobie pod starą lipą i poczułam ulgę, odpoczywałam sobie spokojnie, wyciszałam się zbierając siły by dokończyć drogę. Nagle poczułam szum liści i pomyślałam: mateńka lipa i poczułam się jakbym trafiła do swoich, że to jedno z takich miejsc gdzie czuję się swojsko, to bardzo szczególny stan. Odebrałam jakby lipa mateńka chciała mi coś przekazać, utulić, pocieszyć, poczułam chłód na karku, i to było mega przyjemne po spacerze w upale, takie uczucie przytulenia eterycznego. Narodziła się we mnie więź z tym miejscem, autentyczny zachwyt z przebywania pośród tych niezwykłych drzew i wdzięczność. Takie miejsca gdziekolwiek są powinny być pod ochroną, traktowane jak świątynie zrodzone przez naturę.

Ostatni kilometr czy więcej był koszmarny, nogi nie chciały iść, nawet czułam ciężar miednicy i bolały mnie biodra więc zdesperowana błagałabym o podwiezienie, zwinęłabym się w kłębek w rowie gdyby nie mąż, pomógł mi dojść do domku a po odpoczynku wzięłam ręcznik i dowlokłam się do wody, jezioro mnie schłodziło i pływając odpoczywałam. I wspominałam niezwykłe spotkanie z drzewami, są w moim sercu do dziś i kiedyś je odwiedzę znowu, bo je pokochałam całym sercem i tęsknię, zwyczajnie tęsknię jak do przyjaciół

Był tez tam szczególny buk, bardzo zaintrygowała mnie jego korona, zachwyciła i rozbudziła wyobraźnię, zdjęcia nie ujęły tego czegoś, co mnie zachwyciło.

Jezioro Żukowskie i Jamno na Kaszubach

Wakacje w tym miejscu przypadły na koniec lipca. To był piękny czas na łonie natury, najciszej było o wschodzie słońca, kiedy mgły zasnuwały otoczenie, życie budziło się ze snu nocy a ja mogłam to wszystko obserwować, chłonąć, nawet z czasem przestałam snuć myśli, rozmawiać ze sobą czy Bogiem, w ciszy zasłuchana odpoczywałam. Nie przeczuwałam, że będąc w tym miejscu tak obficie będę przeżywać różne zjawiska, spotkam tyle piękna, ujrzę zwierzęta niespotykane na co dzień, pełnia obfitości.

Wschody Słońca, każdy inny lecz zawsze mglisty, co bardzo upiększało ten spektakl

 

Zachody Słońca

Zwierzęta, ptaki, konie, owady … Żurawie słychać było o poranku, to one mnie obudziły o wschodzie słońca o odtąd co rano budziłam się ze wchodzącym słońcem. Żurawie co wieczór przelatywały nad jeziorem a ich nawołujące się głosy niosły się po wodzie wraz z echem bardzo mocno, zaczęły układać się w większe grupy i tworzyć klucze coraz większe gdy leciały po niebie, jakby miały się szybko wybrać do domu. Cudownym wręcz ekscytującym przeżyciem było przez chwilę widzieć kolibra północy – Zimorodka ( O Zimorodku jako symbolu)  oraz Orła Bielika, usłyszałam jego potężny głos, zobaczyłam jak pięknie niesie się w powietrzu i jaki jest potężny i majestatyczny. Marzenia się spełniają w zupełnie nieoczekiwany sposób ❤  Więcej zdjęć z tego miejsca  Krople rosy i pajęczyny

Rośliny, zaskakują gdyż mimozy czyli nawłocie już w lipcu zakwitły i żołędzie na młodym dębie cudnie już dojrzewają, wrzosy już też zaczynają rozkwitać, zapewne wiele osób zauważyło, że tego roku wszystko odbywało się szybciej i wcześniej.

Niebo też uraczyło mnie darami, słońcem i księżycem, tym czerwonym też oraz tęczą bez deszczu i formacjami z  chmur. W dniu zaćmienia księżyca była obserwacja i prawdziwie uświęcony czas we dwoje. Kiedy trwały nocne rozmowy spadały czasem gwiazdy, na takim czystym niebie pięknie wszystko było widać nocą.

Chmury w dzień tworzyły fajne postacie, raz spojrzałam na niebo nad wodą i powiedziałam ale płyną po niebie bombowce, samoloty i miałam wrażenie że naprawdę tak się dzieje lecz nie bałam się, to było takie dobre podniosłe uczucie. Co znalazłam z chmurach? : Majestatyczny Lew, legendarne skrzydlate istoty w tym smok, gryf lub latający lew, motyl ogromny, serce.

Kaszuby- nieco historii z nutką patriotyzmu

Kaszuby- czego dowiedziałam się o ich historii przypadkiem, a może nie? Historia uczy wiele, uczy rozumieć dany naród, zachowanie i kulturę. Dlatego warto poznawać historię Polski nieodkrytą by zrozumieć… warto poznawać własną historię, legendę aby siebie też lepiej rozumieć.
Nutka patriotyzmu we mnie drzemie choć rzadko o tym piszę, czuję w sobie mocno ten zew. Od dwudziestu lat od czasu do czasu wpadaliśmy z mężem na Kaszuby do przyjaciół na spływy kajakowe Słupią, zawsze na krótko, nigdy nie interesowałam się historią tego miejsca. Tym razem byliśmy aż 10 dni, to były spokojne dni gdyż nie zwiedzaliśmy Kaszub, po prostu potrzebowaliśmy ciszy, jeziora, regenerowaliśmy się. Pod koniec wybraliśmy się na spacer wokoło Jeziora Żukówko ( przepływa przez niego Słupia) z Jamna, wycieczka była długa bo ponad 10 kilometrów. Widzieliśmy skutki nawałnicy sprzed roku, w lesie spotkałam kwiaty i grób. To grób Niemca o imieniu Julius, który został zastrzelony przez Rosjan, bo był Niemcem. Pod koniec w Żukówku zachwycił mnie cmentarz, stary bo ewnagelicki jak znalazłam potem w necie, mały a bogaty w drzewa pomniki. Siadając przy takiej lipie staruszce Mateńce poczułam się jakby mnie przywitały jak swoją, w tej chwili zaszła we mnie zmiana, otworzyły się drzwi do nowego.
To stało się po powrocie, wpadła mi przypadkiem w ręce książka, zwykła obyczajowa lecz mająca cenną wiedzę o historii Kaszub wplecioną w treść powieści. Tak mnie to ujęło, wzruszyło ogromnie, bo poznałam część historii Kaszub i Kaszubów. Nabrałam wielkiego szacunku do nich ❤
Pierwsze co poznałam to, że po wyzwoleniu Polski po pierwszej wojnie światowej Jamno ( tam mamy przyjaciół, prowadza gospodarstwo agroturystyczne Stara Kuźnia) było wsią graniczną z Niemcami a Bytów już Niemiecki, tak samo wieś Żukówko, która tylko na chwilę wróciła do Polski by do drugiej wojny być po stronie Niemiec. Poza tym dowiedziałam się że kaszub P. Antoni Abraham był oddany serem Polsce i przebił się do Francji w 1919 r., aby tam na spotkaniu mocarstw podczas konferencji wersalskiej przekazać, że Kaszubi chcą, żądają przyłączyć się do Polski. Powiedział: „Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski” !. Wrócił do kraju z gen. Hellerem i mieliśmy dzięki temu, można rzec, dostęp do morza! Szkoda tylko że nie doceniono potem jego wielkiego patriotyzmu i zaangażowania w sprawy Polski. Kaszuby mają swoje miejsce martyrologii, taki drugi Katyń, to jest Piaśnica… tutaj zamordowano przez Niemców na początki II wojny światowej ok. 14 tys. ludzi, a w całej wojnie kilkadziesiąt tysięcy ludzi, bo uznano ich za wrogów mogących tworzyć ruch oporu. Takiej historii nie uczyłam się w szkole ale póki życia póki nauka będzie trwać. Wielki mam szacunek do Kaszubów, którzy zawsze w większości chcieli być z Polską i przeszli swoje przez cierpienie. Niemcy ich mordowali a Rosjanie również, bo przez ich mowę myśleli że to Niemcy. I tak samo gwałcono i mordowano kobiety Kaszubki jak i polki, moja babcia mieszkała na Pogórzu Rożnowskim jak szli Rosjanie i cudem umknęła temu. Mój dziadek po wojnie walczył z bandami Upa, raz gdy szli na patrol ukazał im się krzyż, wszyscy go widzieli i wrócili, by dowiedzieć się dalej czekała pułapka bandy. Wracając do Kaszubów, nie wszyscy woleli Polskę, wielu wybierało Niemcy, nawet jeden z nich był tym, który tłumił powstanie warszawskie Erich Julius von dem Bach- Zaleweski i dołożył swoje do mordowania ludzi w pierwszych dniach powstania na Woli i Ochocie, potem złagodził rozkaz Hitlera żeby nie mordować kobiet i dzieci, lecz nie nie nienawidzę przez to wszystkich Kaszubów. A dla Powstańców, tych ludzi, żołnierzy i dzieci żołnierzy. Wielki szacunek za walkę w obronie ojczyzny, nie wchodzę w dyskusję czy powinno ono wybuchnąć czy nie, oni Wiedzieli O CO Walczą!. Przecież ledwie dwadzieścia parę lat przed wybuchem drugiej wojny światowej odzyskaliśmy swoje ziemie, wolność… dla większości żyjących wtedy ludzi wolność miała ogromne znaczenie, oni znali smak niewoli i wolności i dla niej walczyli, poświęcali swoje życie. Kocham swój kraj, kocham to miejsce w którym się urodziłam i zrobię dla niego, to mogę, to co umiem… będę pamiętać, będę działać dla przyszłości. I jeszcze chciałam wspomnieć o czymś, o gen. Pattonie, nie był mi znany lecz kiedy dowiedziałam się, że po wojnie, kiedy Rosjanie chcieli aby wydał im Brygadę Świętokrzyską, on wcieli ją do amerykańskiej Armii. Czemu? Bo był kontrowersyjnym człowiekiem i bardzo nie lubił Rosjii. On głośno się wypowiadał, że wykopali jednego gn…..a Niemcy ale Rosja jest gorsza, że Waszyngton odwraca się od Polski, a z niej Ci krwi krwiopijcy już wyssali tyle krwi a oni sprzedają nam ZSRR. i być może za te i inne swoje wypowiedzi i zachowania kontrowersyjne, niefajne został zabity.
Historia uczy wiele, uczy rozumieć dany naród, zachowanie i kulturę. Dlatego warto poznawać historię Polski nieodkrytą by rozumieć, dlatego warto poznawać własną historię, legendę aby siebie też lepiej rozumieć.
camentarz ewangelicki Żukówko 29

Pajęczyny

O poranku z mgieł krążących z nocy jeszcze wyłania się światło jutrzenki ukazując świt w niezwykłym wymiarze, tym razem są to łąki i niesamowicie pracowite pająki a także skroplona mgła na wszystkim. Jak cudownym jest patrzeć na budzące się słońce, które rozjaśnia ciemności, z szarości wyłania światełka coraz więcej karmiąc nią życie, które czeka na przebudzenie. Mgły nocą są magiczne, tajemnicze i czasem straszne, gdy zasłaniają drogę do celu. Rankiem jednak wraz ze światłem jutrzenki tworzą mega kosmiczny klimat w przyRodzie, szczególnie kiedy skrapla się mgła w krople na roślinach i pajęczynach, małe „kwanciki” miłości, żywe kryształki światła. Kiedy na nie patrzyłam dech mi zapierało w piersi, czułam jak coś we mnie ożywa, ta siła rozpierała mnie od środka a jednocześnie byłam spokojna i pełna wdzięczności. Przypomniało mi się jak wiosną w moim domu wchodził na mnie pajączek, co go przenosiłam dalej on wracał aż się nieco przestraszyłam tak silne to było, po chwili gdy uświadomiłam sobie, że może to jakiś znak dla mnie poczułam spokój. Pajęczyny to piękne dzieła pająków, kunszt ich tkactwa jest niebywały wręcz a pajęczyny mają niezwykłe właściwości. Zrobiono eksperyment naukowy, w którym główną rolę grały pajęczyny, wyhodowano ich mnóstwo aby zrobić z nich struny do skrzypiec, brzmiały przepięknie, były bardziej prawdziwe niże te sztuczne. I tak się rozmarzyłam w tych pajęczynach, o tym jak pięknie jest stać się instrumentem w którego esencję duch tchnie swą muzykę a każda cząsteczka mnie rozbrzmiewa wespół z nim w jednej jedynej najpiękniejszej melodii życia, muzyce miłości. Każdego dnia jednak trzeba rozpalać światło w każdej kropli mnie samej, dbać o ten blask odsłaniając z każdej ciemności, wnosić w siebie promienie światła jak słońce to czyni o poranku w każdej kropli rosy tkając pośród życia struny, na których Duch może zgrać z miłością.

Zimorodek

Zimorodek nazywany też kolibrem północy, może ze względu na barwy i długi dziubek w stosunku do ciałka. Ujrzałam go na wakacjach w Jamnie na Kaszubach , gdy pływałam w jeziorze, przefrunął błyskawicznie blisko brzegu wprawiając mnie w zachwyt, szybki jest i błyskotliwy. Te barwy grzbietu lazurowy i szmaragdowy pięknie połyskujące metalicznym blaskiem chłonęłam oczami długo po tym jak zniknął i ten słodki cynamonowy brzuszek. Ten metaliczny kolor ma głęboki wydźwięk we mnie, gdyż śniłam w tym czasie, że maluję takimi barwami na ciemnobrązowym drewnie czy glinie albo nie wiem czym jeszcze. Dodatkowym znakiem jest to, że w mitologii greckiej Alkione i jej mąż, bardzo zgodne małżeństwo, zostali zamienieni w Zimorodki, wcześniej zabici za karę bo porównywali się do Zeusa i Hery, a potem wskrzeszeni jako ptaki. Na południowych morzach są dni zimorodka w styczniu, gdy ustają wiatry a ptaki zakładają gniazda i maja spokój. W Irlandii jest opowieść jakoby ze statku Noego, Arki wyleciał szary ptak na zwiad i opalił sobie brzuszek od Słońca a piórka grzbietu utrwaliły błękit nieba. Jednak mnie chodzi o nazwę Alkione, to nazwa najjaśniejszej gwiazdy w Plejadach z gwiazdozbioru Byka (był w moim horoskopie uczy ze przez zmysły, szczególnie dotyku wiele mogę zmienić na lepsze, odczarować własne zaklęcia). I inna nazwa z Plejad Merope jest użyta w Węsiorach, to jeden z kręgów kamiennych na Pomorzu. Kocham wracać do tego miejsca, (może kiedyś odwiedzę znowu Odry czy Grzybnicę ale również te malutkie mniej znane, szczególnie te bym chciała poznać) może również dlatego że jest małe, kameralne i świetnie się tam czuję, swojsko.
Zimorodki żyją nad czystym jeziorami i rzekami, zakładają gniazda na skarpach w norach, bardzo pilnują swego terytorium i nie ustępują za nic, doskonali nurkowie, indywidualności.

Zdjęcia z sieci

Wakacje…anioł z nieba wpadł we mnie a może sama go wymalowałam sercem :)

zachód słońca widok anioł chmura 72

Wyobraźnia, w niej mogę wszystko,
nawet marzyć jak mi się podoba wtedy mogę,
puszczać je jak latawce po niebie swobodnie.
Te marzenia wyrastają z serca nie z głowy,
to serce coraz bardziej świadome uświadamia umysł,
by razem w zgodzie słuchały szeptów Boga.
To z nim pragnę radować się życiem,
żyć z pasją niosąc radość
każdemu dniu spędzonemu na ziemi
z tymi których kocham
i z tymi, którzy kochają mnie.
Jestem w drodze a na niej już coraz jaśniej,
coraz lżej, coraz spokojniej choć nie mniej ekscytująco.

Anioł z nieba wpadł we mnie

a może sama go wymalowałam sercem?

Rozmarzony Anioł przez niebo płynie,
niesie garść darów…
Rozmarzony Anioł marzenia
ku wszechświatowi śle…
Rozmarzone marzenia uwolnione z serca
cieszą się wolnością,
Już one wiedzą dokąd płynąć
i kiedy się spełnić.
Żyję z coraz większą radością,
wdzięczność za każdy dzień życia
wypełnia mnie całą
aż wypełni się mój czas.
Ana Anetta Anilalah
06.08.2018
Fotka własna z wakacji, jest inspiracją tego co napisałam, okoliczności jej zrobienia, bez niej nie było by odczuć, serca poruszenia i tego, co z niego wypłynęło zamieniając uczucia w słowa.

Obrazy wylane sercem

Dwa obrazy, jeden większy drugi mniejszy… jeden powstał z drugiego dla córki i mamy. Wylane farby stworzyły słoneczną ciepłą energię pełną miłości. Na tym tle kwiaty jak mandale rozkwitają w sercu niosąc to, co serce raduje a duszę koi.

Obraz lany ewy 727

Zbliżenia

 

Z pozostałych farb powstał drugi obrazek

obrazek lany Basi 39